Rysunek

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przestrzeń publiczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przestrzeń publiczna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 lutego 2024

Jeszcze o wąskiej drodze




8 lutego 2024 na stronie weekendfm    ukazał się artykuł dotyczący powiatu chojnickiego


"Kierowcy i mieszkańcy skarżą się na szerokość DK22 po przebudowie. 
Ciężarówki niszczą obrzeża w Gutowcu i Rytlu"

Skrótem:


Mieszkańcy gminy Czersk skarżą się na zbyt wąskie pasy ruchu w terenie zabudowanym w Gutowcu i Rytlu. Kilka dni temu z pasa ruchu w Rytlu zjechała ciężarówka.

sołtys Gutowca Zbigniew Krzoska:

- Wszystkie obrzeża są prawie przewrócone. No jest trudno dużym samochodom, jadącym z gabarytami, żeby przejechać. Dlaczego zrobili takie szerokie te wysepki? Powinny być zwężone bardziej. W Rytlu była też kolizja, wypadek ostatnio. Trzeba by było coś z tym zrobić, żeby było bardziej bezpiecznie. Robią tę drogę, ale nie lepiej, a gorzej.


"Szeroko nie znaczy bezpiecznie" - mówi z kolei rzecznik prasowy generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Gdańsku Mateusz Brożyna. Jak wyjaśnia, zwężenia w miejscowościach mają na celu uspokojenie ruchu.


- Autostrady obecnie mają szerokość pasa 3,75. W przypadku takich miejscowości jak Gutowiec i Rytel zastosowano szerokość 3,25. Jest to tylko 25 centymetrów mniej niż standardowy pas ruchu. Chodzi tutaj głównie o to, aby uspokoić ruch o charakterze tranzytowym w tych miejscowościach. Pamiętajmy o tym, że szerokość samochodu ciężarowego nie powinna z zasady przekraczać 2,55 metra. Ciężko tu mówić o nie mieszczeniu się pojazdów.


-----------


Komentarz:



Szeroko oczywiście znaczy bezpieczniej.


Mówię oczywiście o szerokości na całej długości jezdni, a nie o miejscowym przewężeniu, gdzie jest przejście dla pieszych.


Zwężenie pasa wymusi na kierowcy - szczególnie TIRa - zmniejszenie prędkości, ale to nie znaczy, że jadąc wolno jedziemy bezpiecznie.

Wolno nie znaczy bezpiecznie.

Pieszy np. nastolatek może nagle wtargnąć na jednię nie słysząc wolno jadącego auta - i niska prędkość wcale nie pomoże.


Wąska droga wymaga od kierującego większego skupienia, a więc komfort jazdy się obniża - im dłużej kierowca musi uważać, żeby czasem nie uderzyć w krawężnik, tym bardziej będzie spięty - to wpływa na samopoczucie i jakość jazdy.

Zmęczenie może prowadzić do wypadków, choćby na innym odcinku, a to właśnie jest męczenie kierowcy - jazda na centymetry.


Jeśli kierujący z przeciwka z jakiegoś powodu przekroczy środkową linię rozgraniczającą pasy - gdzie "ucieknie" nasz kierowca ograniczony krawężnikiem wysokim na 12 cm??

Samochód nie jedzie idealnie prosto jak po sznurku, auto - szczególnie starsze - ma nieznaczne luzy na kierownicy, kierowca wykonuje minimalne ruchy kierownicą, koryguje powiewy wiatru itd., a w samochodzie ciężarowym z naczepą 13 metrów te dolegliwości są jeszcze bardziej odczuwalne.

Żeby nie wjechać w krawężnik - trzeba uważać.

Zapas na szerokości daje nie tylko poczucie bezpieczeństwa, ale faktycznie pomaga w razie nagłego wypadku.


Nie wiem, jak w tej chwili wygląda modernizacja tego odcinka, w guglach w widoku z powietrza widać namalowane pasy, ale na zdjęciach z 2017 roku nie zauważyłem, żeby w tej miejscowości było przejście dla pieszych. Jeśli się mylę, proszę mnie poprawić, ale nie widziałem ani jednego.

Czy całe lata ludzie w Gutowcu biegali na drugą stronę drogi łamiąc przepisy, czy też aby dostać się do sąsiada używali samochodu??

Dyrekcjo Dróg Krajowych i Autostrad w Gdańsku - "Bez zebry nie znaczy bezpiecznie"












weekendfm.pl/?n=111637&kierowcy-i-mieszkancy-skarza-sie-na-szerokosc-dk22-po-przebudowie-ciezarowki-niszcza-obrzeza-w-gutowcu-i-rytlu






piątek, 21 października 2016

Renesans . . .



...czyli jak się buduje na świecie.

Na podstawie: Nowy Zabytek.pl


Jak piszą redaktorzy portalu, wielbiciele klasycznej architektury nie odeszli wraz z poprzednimi epokami i mają się świetnie.

Coraz częściej na świecie buduje się w stylu renesansu, gotyku czy baroku.

"Nie chodzi tu tylko o inspirację, ale często dokładne odwzorowanie zasad i charakteru danej epoki. Przeciwnicy grzmią, że to oszustwo. Zwolennicy stoją na stanowisku, że tylko klasyczna architektura ma duszę."


Autorzy zwracają uwagę, że "to tylko ciekawostka", bo ze względu na dużą ilość kiczu, nie ma szans na dotarcie do głównego nurtu architektury.

To już zależy od nas - jak wychowamy przyszłe pokolenia, czy będą one posiadać ten  s m a k, czy też nie.



1. Ministerstwo Rolnictwa w Rosji - produkt rosyjskiej firmy Antica











2. Apartamentowiec w stylu francuskim, Kazań, Rosja - również Antica










pozostałe:


http://nowyzabytek.pl/renesans-gotyk-barok-po-nowemu/






czwartek, 13 października 2016

Mury obronne Starogardu cz.1



Mury obronne miasta.


Na ilustracji widzimy jak mniej więcej wyglądała warownia starogardzka w XIV w.




Czerwonym kolorem pokazane są istniejące do dzisiaj fragmenty murów – fragmenty dość pokaźne, bo obejmujące całą część północną i blisko połowę części zachodniej, nie licząc drobnych fragmentów. Na rysunku ujęto Basztę Młyńską, jako punkt odniesienia związany z rewitalizacją, nie ma pewności, czy ta nazwa funkcjonowała w średniowieczu.

Tu mam pewną uwagę - w zasadzie Baszta Gdańska i Książęca, także Młyńska, są wieżami, a nie basztami. Przynajmniej w obecnej postaci. 
Baszta (czasami używamy terminu: baszta łupinowa) jest zawsze otwarta od wewnętrznej strony murów, a basztę "zamkniętą" nazywamy wieżą, niezależnie od tego, czy stoi osobno, czy występuje w ciągu obwałowań obronnych. 
Terminu "baszta" powszechnie używa się niewłaściwie, w formie nazwy własnej wież, np. Baszta Jacek w Gdańsku, nasza Baszta Gdańska itd. 

Rozróżniamy min.: baszty, wieże, basteje, bastiony.
Baszta - to budowla obronna stanowiąca element muru obronnego, wysunięta poza jego lico i wzniesiona ponad jego poziom - otwarta od strony wewnętrznej obwodu obronnego.
Wieża - to, mówiąc w skrócie, baszta zamknięta.
Basteja - po wynalezieniu broni palnej zastąpiła basztę; budowla fortyfikacyjna, która była stanowiskiem ogniowym artylerii - dlatego też była szersza, bardziej masywna i przysadzista niż baszta.


Bastion - rozwinięcie bastei; w dawnych fortyfikacjach o narysie bastionowym podstawowy element umocnień, wznoszony na załamaniach obwałowania twierdz (na wysuniętych narożnikach). Używane od połowy XVI do połowy XIX wieku. Występują w twierdzach na planie trójkąta, romboidu lub pięcioboku. Dwa najbardziej wysunięte boki tworzyły narożnik zwany węgłem. Boki stykały się pod kątem zawartym zwykle pomiędzy  60° a 120°. Bastiony połączone były murem tzw. kurtynami.

Być może nie każda wieża była od początku wieżą, ale basztą - stąd nazwa Baszta ..... pozostała pomimo zamiany jest na wieżę. Do tematu powrócę.



Na początek, celem obejrzenia stanu faktycznego, zapraszam na spacer wzdłuż murów miejskich.
Wędrówkę zaczynamy od zachodniej strony Starego Miasta, przy kościele Św. Mateusza...


                      Widok z parku na kościół pw. Św. Mateusza, kiedyś - Najświętszej Maryi Panny. 
                      Samosiejki skutecznie zasłaniają widok na mur.


Mur, dość wysoki (ok. 6 m wysokości) zaczyna się w okolicach kościoła Św. Mateusza.
Kilka lat temu został odnowiony, niestety cegła splustrowała na mrozie.


Mur biegnie na północ, mijając po drodze otwartą od strony kościoła basztę (obecnie dzwonnica), do Baszty Narożnej, zwanej Książęcą (3). Za otwartą basztą fragment obsunął się, być może wadliwie wykonany.
Tak więc niemal cały ten odcinek jest do poprawki.

                       Za drzewami - widoczna baszta-dzwonnica oraz fragment obsuniętego muru. 
                       Na pierwszym planie plantacja zdrowotnej pokrzywy.


Zachowując wysokość ok. 5 m dochodzi do baszty Gdańskiej (4), która stoi tuż przy ulicy Hallera, prowadzącej na Rynek.





 Baszta Gdańska od strony parku miejskiego. Szerszy (zimowy) widok: tutaj




 Baszta Gdańska - widok z placu przed Basztą Książęcą. Po prawej zabudowa ulicy Browarowej, na jej końcu w dali widać białe ściany Baszty Młyńskiej.


Baszta Gdańska od zewnętrznej strony murów zasłonięta jest ponad 100-letnim budynkiem - w nie najlepszej kondycji, choć z odnowionym dachem. Sama baszta prezentuje się bardzo dobrze. Od strony ulicy widzimy wykusz, który powstał w XIX w. kiedy prusactwo uznało, że można nieco obciąć basztę celem poszerzenia ulicy w tym miejscu. Dziwne, ale prawdziwe.
Na tym fragmencie murów pobudowany był kiedyś budynek mieszkalny, który widać na fotografii z przełomu wieków.




Za ulicą znajduje się budynek z XIX w. (nr 12) wybudowany na zewnątrz umocnień miejskich, oparty o mur – który jest widoczny od strony miasta. Budynek wygląda nie najlepiej.

Właśnie w tym miejscu zaczyna się zabudowa miejska – o p a r t a   n a   m u r z e.  Na rysunku zaznaczono te fragmenty cienką czerwoną linią.


Fragment zabudowy Starego Rynku i współczesne nazwy ulic.


Mur stanowi ścianę wewnętrzną (czasem zewnętrzną) budynków stojących wzdłuż ul. Browarowej, równoległej do muru.

We wschodniej części tego odcinka, aż do ulicy Podgórnej, mur pojawia się znowu na długości ok. 25 m – jest to część zrewitalizowana.

Po drugiej stronie ulicy Podgórnej stoi kolejny, prawdopodobnie XIX w. dom (nr 7B). Na parterze tego domu urządzony jest sklep i wewnątrz możemy zobaczyć istniejący mur grubości ok. 90 cm.

Jeżeli staniemy na ulicy Kanałowej, po zewnętrznej stronie obwarowania, za „Nogatką” (kanał młyński), zobaczymy jak mur wyłania się z tego budynku i biegnie do kolejnego, stojącego przy ul. Wodnej. Na szczycie tamtego budynku można zauważyć charakterystyczny pilaster, który może wskazywać na to, że również w tym budynku mur nadal istnieje.

Ulica Wodna, można powiedzieć, dochodzi do kanału – muru w tym miejscu po prostu brak ok. 4 mb.
Zaczyna się on zaraz za Wodną i biegnie aż do baszty Młyńskiej (6). Baszta i część terenu przyległego to prywatna posesja (nr 8). Teren i budynki znajdują się w prywatnych rękach od lat 70-tych XX wieku – właściciele min. odrestaurowali basztę Młyńską i to dzięki nim możemy cieszyć się jej obecnym widokiem.

Mur stanowi fragment zabudowań i kończy się 15 metrów od baszty, w kierunku południowym.


Jednak patrząc na zdjęcia satelitarne zauważymy pewną prawidłowość. Kolejne budynki wpisują się w kierunek i granicę wyznaczoną przez mur – prawdopodobnie stara plebania od Św. Katarzyny (nr 5) zewnętrzną ścianą oparta jest na murze, ewentualnie – budynek mieszkalny (nr 7) po drugiej stronie plebani. To kolejne 40 – 45 metrów.

Fakt, że w tym miejscu widzimy pozostałość po fosie – dość głęboki rów dochodzi do budynku nr 7.

Idąc dalej w kierunku południowym, przecinamy ul. Tczewską, przy której stała kiedyś Baszta Tczewska i dochodzimy do ulicy Basztowej.
Zabudowa przy Basztowej jest dość nowa, mimo to frontowa ściana budynków dość wyraźnie wyznacza nam kierunek muru. Z tyłu budynków też bardzo dobrze widoczne pozostałości po fosie.

Przecinamy ul. Sambora i ponownie - przy budynku nr 8 ewidentnie pozostałości po fosie.

Przekazy mówią, że tzw. białe koszary – obecnie zespół szkół zawodowych - zostały pobudowane na murach miejskich. Potwierdzają to zdjęcia satelitarne. Relikty fosy koło bud. nr 8 są oddalone od ścian szkoły dobrych 15 metrów.

Narożnik szkoły zakręca na zachód i mniej więcej pokazuje, jak dalej biegł mur.

Za szkołą od strony południowej widać relikty fosy. W tym miejscu wybudowane też strzelnicę szkolną (raczej wcześniej dla wojska?) - prawie na pewno wykorzystując po prostu zagłębienie południowego fragmentu fosy.

Przecinamy ul. Paderewskiego biegnącą do Rynku (kiedyś – baszta Gniewska). Tutaj mamy dalszą część byłych koszar, żeby jednak zobaczyć relikty fosy (zasypana) musimy podejść od południowej strony ul. Kościuszki.

Po obejrzeniu widocznych jeszcze reliktów fosy, dochodzimy do centrum handlowego, które ma już kilka lat – na jej terenie fosa bardzo słabo rozpoznawalna (miejscowe obniżenie terenu), na miejscu muru pobudowano w XVIII – XIX w. zakłady spirytusowe (obecnie dom handlowy).

Myszkując między budynkami dochodzimy do ul. Rycerskiej i Krzywej, gdzie zauważamy dalszy ciąg kilkunastu metrów muru. Przy ul. Rycerskiej plac na którym stoi XIX w. bóżnica - pobudowana prawdopodobnie na fundamentach dworu krzyżackiego.



Narożnik ul. Krzywej


Przez wiele lat przy widocznym fragmencie muru funkcjonowała toaleta miejska. Ucieszyłem się, kiedy ją wyburzano, ponieważ sądziłem, że po prostu mur w tym miejscu w końcu zostanie ładnie wyeksponowany - niestety na jej miejscu pobudowano dość elegancji malutki budyneczek, w którym obecnie mieści się bank.



                      Budynek Starostwa i niestety niemal całkowicie zasłonięty przez pnącza mur obronny.



                      Ocalałe 16 metrów południowego obwarowania miasta - widok zimowy (grudzień 2014).
 


Widok muru od ul. Krzywej.


Jak widać na zamieszczonym wyżej rysunku, mur pod kątem chowa się w ścianie Starostwa Powiatowego (kiedyś fabryka tytoniowa).

Tutaj fragmenty muru "schowane" w budynkach zaznaczono czerwonymi kropkami.
Cienka czerwona linia - widoczne fragmenty muru z kamienia.



                     Fragment średniowiecznego Starogardu i współczesne nazewnictwo ulic.





Szczyt budynku Starostwa wchodzi na teren placu przy ul. Rycerskiej brutalnie przebijając się przed obwarowanie, obok niego, tuż przy ul. Krzywej stoją 4 identyczne domki o stromym zadaszeniu, następnie pojawia się zabudowa XIX w. i dochodzimy do ul. Chojnickiej wychodzącej z Rynku.



 Pawilony przy ul. Krzywej, za nimi mur kamienny.

Żeby zobaczyć mur proponuję się cofnąć. Należy obejść budynek Starostwa od strony ul. Kościuszki i wejść na plac wewnętrzny urzędu od ul. Mostowej.

Tam zobaczymy fragmenty muru o wysokości ok. 3,6 m wykonane z kamienia, które ciągną się ok. 30 metrów.

Widać wyraźny podział warstw muru - najpierw wymurowano obwarowanie na wysokość ok. 2,20 m, a potem wyrównano jego zwieńczenie drobnymi kamieniami i zaprawą, po czym pomurowano dodatkowo ok. 1,45 m.  Nad murem widzimy szczyty 4 budyneczków stojących przy Krzywej. Przestrzeń między murem, a budynkami to ok. 6-7 metrów.


                      Zachodni kamienny mur na zapleczu Starostwa. 



                      Zbliżenie na strukturę muru. Zaprawa jest jasna i dość twarda.


                      Wyraźnie widoczne etapy murowania.


Widok muru zakłócają pobliskie garaże, które dochodzą do muru i optycznie go przecinają.

Za garażami mur znika w ścianie kolejnego budynku z XIX w. (nr 15) stojącego wzdłuż Mostu Chojnickiego (wiadukt) i ulicy Chojnickiej, w szerokiej i prawdopodobnie suchej fosie.

                      Kamienny mur - widok w stronę nieistniejącej Bramy Chojnickiej


                      Most Chojnicki. Widoczny wylot ul. Chojnickiej z Rynku - to miejsce, gdzie stała baszta


Po drugiej stronie tego budynku widać już tylko ścianę XIX w. kamienicy z czerwonej cegły – dom nr 17.


                      Po prawej budynek nr 15, na wprost budynek nr 17 - jego ściana biegnie idealnie w linii
                      nieistniejącego muru obronnego. Dom prawdopodobnie stoi na miejscu Baszty Chojnickiej.


Przecinamy Chojnicką – pod mostem - i kierujemy się w stronę parku miejskiego.

Za Mostem widać jak wysoko postawione są budynki nr 14, 8 i 8a stojące przy ul. Szewskiej.


 Budynki przy ul. Szewskiej od strony fosy. Z prawej strony ledwo widoczny fragment Mostu Chojnickiego.

Jestem przekonany, że ściana zewnętrzna tych budynków oparta jest na gotowym fundamencie ze średniowiecznego muru. Podejdziemy bliżej, aby się temu przyjrzeć.
 

 Zbliżenie na ścianę. Mur z kamienia ma tu ok. 3,5 m.
 

 W gąszczu . . .

 Jeden z pięciu widocznych fundamentów - pozostałość po szkarpach wzmacniających wysoki mur.






 Jakieś 10 ostatnich metrów wzmocniono współcześnie wysokimi betonowymi przyporami - aż do Mostu.


                     Współczesny most nad Wierzycą.


Wchodzimy na mostek nad Wierzycą i widzimy kościół Św. Mateusza. A w zasadzie domyślamy się jego istnienia, bo widok dokładnie zasłaniają drzewa, które wyrosły akurat w tym, a nie innym miejscu.



                      Zdjęcie wykonane z mostu - to już "tradycyjne" ujęcie kościoła nad rzeką - bardzo malownicze, 
                      niestety nad brzegiem rośnie kępa drzew, która precyzyjnie zasłania widok. Po prawej stronie za
                     drzewami skarpa długości ok. 80 m - kiedyś biegł tamtędy mur . . .



Widok wiosenny...





 Tak, to jest ujęcie z mostu. Zdjęcie sprzed wojny.


Pomiędzy budynkami Szewskiej, a Mateuszem istnieje przerwa długości ok. 80 m.

Jeszcze po wojnie stały tutaj budynki mieszkalne, zdjęcie ilustrujące pokazuje stan z roku 1928. Teraz jest tu dość stroma skarpa, gdzie miejscami możemy dojrzeć ...  r e l i k t y   ś r e d n i o w i e c z n e g o   m u r u  ?





  Przejście pomiędzy rzeką, a skarpą w stronę kościoła Św. Mateusza.



Chciałem zauważyć, że mur w wielu miejscach był poddany naprawie – w ścianie znajdziemy cegłę średniowieczną, ale też XVIII i XIX wieczną. W ścianie z kamienia widać łaty z cegły współczesnej. Trudno powiedzieć, czy w całości to robota średniowieczna, czy raczej współczesna odbudowa. Wszystkie fragmenty muru wymagają dokładnej inwentaryzacji – dopiero wtedy można ocenić zakres i formę renowacji.


Kontynuacja tematu w kolejnej notatce...




Źródła:


Longin Malicki - "Kociewska sztuka ludowa"


17.08.2015, 23:49


wtorek, 31 maja 2016

Przekaz zmysłowy


Słowa te jak miód na serce moje...





Rozmowa z Arkadiuszem Emerlą i Maciejem Wojdą z krakowskiej pracowni Ad Artis  

- Człowiek buduje swoje wyobrażenie na temat otoczenia w oparciu o to, z czym sam ma kontakt. W krajach zachodnich widzimy, że jest czysto, pachnąco, zielono, trawa jest przystrzyżona. W Krakowie na Starym Mieście po zimie człowiek idzie przez dywan psich kup, widzi połamane chodniki. W takim krajobrazie się wychowujemy. Uporządkowanie tych spraw nie wymaga dużych pieniędzy. Przecież często jest tak, że nasze pomysły, jako architektów, w ogóle nie sprowadzają się do pieniędzy, bo dobre rozwiązania nie są droższe od złych, ale przeforsowanie ich u inwestora jest trudne lub niemożliwe. Nasze propozycje nic by nie zmieniły w finansach, a wizualnie, funkcjonalnie, organoleptycznie różnica na korzyść byłaby ogromna. Nie ma zapotrzebowania na tę lepszą architekturę. Zmiana myślenia jest największym problemem, a nie brak pieniędzy. Kupujący nie oczekują od deweloperów ładnych funkcjonalnych mieszkań, tylko tanich. Deweloperzy nie muszą się starać i koło sie zamyka. W szufladach mamy kilogramy papieru z rysunkami niezrealizowanych detali.

- Szara codzienność architektów w Polsce jest taka, że inwestor chciałby mieć budynek „z zachodniego czasopisma” za jedną dziesiątą ceny. Doczekaliśmy w kraju takiej sytuacji, że w ogóle nie ma zapotrzebowania na jakość. Jest zapotrzebowanie na metry i na czas.

- Architekci sami, jeśli mogę powiedzieć ogólnie, są sobie winni. Naszą misją powinno być edukowanie ludzi przez to, co robimy i co sobą reprezentujemy. Jeśli 90 procent tego, co się buduje, to mówiąc otwarcie – chłam, na tym chłamie kształtują się gusty. Złe rzeczy uważa się za standard i coś obowiązującego. Sami ukręciliśmy sobie bat nad głową. Właśnie my sami, architekci.


Są pracownie bardziej utytułowane, a mniejsze niż nasza, a są o wiele większe, ale ich poziom jest, oględnie mówiąc, mało spektakularny. Tak więc rozmiar pracowni nie ma znaczenia. Niektórzy światowi architekci, działając jednoosobowo, dostają najbardziej prestiżowe nagrody za zaprojektowanie czegoś niewielkiego, ale fenomenalnego.


Śluza Tumska w projekcie ICHOT:













A więc....

Człowiek buduje swoje wyobrażenie na temat otoczenia w oparciu o to, z czym sam ma kontakt. Jeśli ma kontakt ze złą - tanią architekturą i sztuką to Złe rzeczy uważa się za standard i coś obowiązującego.
Dlatego - pozwólmy świat urządzać tym, którzy kierują się smakiem - wypracowanym przez pokolenia architektów, rzeźbiarzy, malarzy - i filozofów...


„Najwymowniejszym świadectwem plastycznym kultury Narodu była i będzie po wszystkie czasy architektura”


- Marian Lalewicz (ur. 21 listopada 1876 w Wyłkowyszkach, zm. w sierpniu 1944 w Warszawie) - polski architekt, przedstawiciel akademickiego klasycyzmu  






Polecam całość:





ICHOT

wtorek, 3 maja 2016

Miasto przyjazne



Podwórzec coraz częściej trafia na stoły kreślarskie (monitory?) architektów i urbanistów.

Przestrzeń publiczna łącząca funkcje ulicy, parkingu z deptakiem i miejscem spotkań mieszkańców - uspokaja ruch, podnosi poziom bezpieczeństwa i walory estetyczne otoczenia. Sprawia, że wzrasta ruch pieszy, rowerowy, a także -  sprzyja integracji mieszkańców.

Ten sposób projektowania nazwany został: Nowy Urbanizm.



Łódź, ul. 6 Sierpnia


Łódź, ul. 6 Sierpnia


Trend zapoczątkowany w Holandii w latach 70-tych XX w. pod nazwą woonerf, cieszy się coraz większą popularnością na całym świecie.

Po prawdzie... Nowy Urbanizm już był. W XIX wieku na przykład.


Na starych zdjęciach często widzimy ulicę, na której ludzie stoją sobie rozstawieni osobno, swobodnie.

W czasach, kiedy nie było dużego ruchu miejskiego, każdy swobodnie chodził po całej szerokości ulic, tylko czasami ustępując miejsca dorożce, wozom chłopskim, czy potem automobilom. Chodniki były lepiej wykonane niż brukowane trakty, stąd wielu dla wygody przeniosło się na skraj ulicy, ale nieskrępowana możliwość swobodnego spacerowania całą jej szerokością pozostawała.

Starogard, ul. Chojnicka w roku 1902


Z czasem ruch samochodowy - i to w zasadzie dopiero po ostatniej wojnie światowej jeśli mówimy o małym miasteczku - wyparł człowieka z jego przestrzeni na ulicy. Powstały przepisy drogowe i tak następne pokolenia musiały karnie dostosować się do nowych warunków bytowych i zejść z jezdni na chodnik. Człowiek wraz z rozwojem technologicznym doznał ograniczenia swojej wolności.

Podobnie kierowcy - zostali ograniczeni w swych wyborach znakami drogowymi..


Starogard, Rynek 1904 r.



Starogard, Rynek przed 1914 r.


Kiedy robimy sobie zdjęcia w jakiejś grupie osób, to z reguły wszyscy cisną się jeden do drugiego, aby zmieścić się na zdjęciu.. a może to pokłosie ograniczeń, których już nie jesteśmy świadomi? Wtłoczeni w system.

Ludzie XIX-to wieczni myśleli inaczej niż my, inaczej się zachowywali - oni mieli całą ulicę dla siebie, a my musimy z niej uciekać stając się nic nie znaczącym - a może zawadzającym - trybikiem w pejzażu miasta...


Idea nowego urbanizmu, woonerfu, shared street, czyli po prostu podwórca, odwraca ten trend - pieszy staje się na powrót panem ulicy.



Starogard, Al. Wojska Polskiego 1906 r.


Starogard, ul. Hallera 1904 r. W głębi – nieistniejący już budynek.

Przykład Starego-Nowego Urbanizmu... Szeroki deptak i zieleń. Swoboda.
I do takich rozwiązań wracajmy.


Do tego dochodzą jeszcze Kieszonkowe Parki oraz parklety, czyli po prostu takie skwerki - teren zielony i ławeczki, wydzielony na fragmencie parkingu lub chodnika. Najczęściej przybierają formę ławki umajonej kwieciem, jak na przykład w Gdyni przy Starowiejskiej.







W Starogardzie jest wiele miejsc, które po niewielkim "liftingu" zyskały by na wizerunku. W idee podwórca idealnie wpisuje się pomysł wybudowania stylowych - wzorowanych na gdańskich - przedproży na starogardzkim rynku, tym bardziej, że są dowody ich bytności w historii miasta.
Przedproża zamiast wysokich schodów bez szerokiego podestu, wydatnie poprawiłyby poziom bezpieczeństwa użytkowania.


Starogard, 1900r., wschodnia strona Rynku. Na pierwszym planie dwa przedproża. 



"Parklet to zresztą nie tylko czysta estetyka. To pobudzanie ludzi do pieszych wędrówek przez miasto i to z bardzo wymiernymi efektami ekonomicznymi. W Chicago 80 proc. przedsiębiorców prowadzących swoje lokal w sąsiedztwie odczuło zwiększenie się ruchu. I nie chodzi o to, że częściej przychodzą starzy klienci, ale aktywizują się tacy, którzy wcześniej nie przychodzili. Parklety pobudziły także do szeptanego marketingu lokali znajdujących się w pobliżu usług. Z ich punktu widzenia jeszcze ważniejsze stało się pobudzenie ludzi do nieplanowanych wcześniej zakupów – niektórzy przedsiębiorcy odnotowali nawet 10 – 20 proc. wzrost przychodów. Parklety okazały się dla nich doskonałą inwestycją." 


W sumie - wszystko już było, ale niestety po wojnie szczególnie w małych miastach odeszliśmy od takich "luksusów" - a warto je przywrócić, bo piękno otoczenia decyduje o naszym dobrym samopoczuciu i zwyczajnie - dodaje nam szczęścia.


A najwięcej szczęścia dały by nam nowe-stare przedproża.... :)




Zachęcam do zapoznania się z ideą Nowego Urbanizmu, chociażby zaglądając na poniższe strony:


http://www.miasto2077.pl/jesli-nie-park-to-parklet-przynajmniej/
http://www.miasto2077.pl/jesli-nie-park-to-parklet-przynajmniej/



Poniżej zmiany na ulicach polskich miast.


Łódź, ul. Piotrkowska



Kraków, ul. Długa


 Katowice, ul. 13 Maja



 Kraków, Podzamcze


 Świnoujście, Plac Wolności


Wrocław, ul. Więzienna



 Warszawa, ul. Chłodna








Źródło zdjęć:

fotopolska

https://urbnews.pl/urb-transformacje-polskich-przestrzeni-publicznych-zdjeciach-galeria/