Rysunek

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą budownictwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą budownictwo. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 stycznia 2024

Na okrągło..

 

Od kilku lat toczy się dyskusja o korkach przed przejazdem kolejowo - drogowym w ciągu ul. Skarszewskiej, ale problem z korkami w tym rejonie ma już 17 lat.

Było nawet zebranie w tej sprawie, gdzieś chyba w lutym 2023 roku, na które chciałem iść, niestety bardzo się wtedy rozchorowałem.


W tekście będę się odnosił głównie do odcinka ul. Jagiełły długości ok. 700 m od ul. Parkowej do ul. Skarszewskiej (do ronda); kiedy piszę "rondo" to mam na myśli rondo im. Jana Wałaszewskiego.

Kto dziś pamięta, że kiedyś w tym miejscu prawie nie było korków?


Sytuacja jest następująca:


po pierwsze:


w latach ubiegłych "zmodernizowano" ul. Jagiełły, co było bardzo złym uczynkiem


- szeroką drogę o nawierzchni z kostki brukowej - w dobrym stanie - zlikwidowano, a na jej miejsce pozostawiono nam wąskie pasy asfaltu

- kostka brukowa w czasie deszczu podnosi ryzyko poślizgu, ale po za tym, droga ta nie miała wad

- na odcinku długości ok. 700m od ul. Parkowej do ul. Skarszewskiej (do ronda) teren w zasadzie niezabudowany, ograniczenie prędkości jak pamiętam, było tam 70 km/h - ale chyba jednak 90....

droga była na tyle szeroka, że pozwalała na swobodną jazdę, no i była to szerokość "bezpieczna", gdyby się okazało, że ktoś środkiem jedzie... wszyscy by się zmieścili

- nowe wewnętrzne wysepki z kostki obstawiono wysokim krawężnikiem, uniemożliwiającym swobodny przejazd np. karetce na sygnale (kto to opiniował?)

- postawiono absurdalny znak ograniczenie prędkości do 40 km/km 

- drogę na całej długości ograniczono żółtymi barierkami od strony mało uczęszczanego chodnika

- na rondzie im. Jana Wałaszewskiego (zasłużonego dla miasta - link na dole posta) nie wykonano dodatkowego zjazdu, za to postawiono tablicę informującą o zamkniętych lub otwartych rogatkach - w jakim celu? Co to miało być za ułatwienie? Przejazd pociągu nie trwa na tyle długo, by opłacało się objeżdżać wszystko ulicą Gdańską i Derdowskiego. Po co więc to?




ul. Jagiełły w 2007 r. od strony ul. Parkowej - zaczynają się roboty...


po "modernizacji" miało być bezpieczniej - pytam: "po co?", skoro bezpiecznie było - jak mówię, droga szeroka, w zasadzie brak pieszych, jedynie w deszczu trzeba było uważać z prędkością


od czasu "modernizacji" droga jest wiecznie zakorkowana


to efekt znaku ograniczenia prędkości, ale przede wszystkim wymuszenia zmniejszenia prędkości poprzez zastosowanie wąskich pasów jezdni

znak zdjęto jakiś czas po tym, nie wiem kiedy, natychmiast też na monit mieszkańców poprawiono wysepki - obniżono je umożliwiając jazdę wozom uprzywilejowanym


mimo to, nadal ludzie jeżdżą tam często 40 na godzinę 



w ten sposób, w imię bezpieczeństwa - które już było, wymuszono wolną jazdę i spowodowano korki na ul. Jagiełły także na "pustym" odcinku od Parkowej do nowego ronda.


Przy wyjeździe ze Starogardu na Tczew, za tablicą miasta na odcinku do stadniny mamy podobny, wręcz bliźniaczy odcinek drogi jak na Jagiełły - prosta droga, dwa pasy, łagodny łuk, brak zabudowy, brak pieszych itd. i tam  jest ograniczenie do 70 km/h ( w 2013 r jeszcze 90km/h), a nie 40 - to po co zastosowano 40km/h na Jagiełły??





Zaprojektowanie wysokich krawężników przy wysepkach uniemożliwiające przejazd karetce są moim zdaniem dowodem na to, że droga tak została zaplanowana - jak to się mówi - bez głowy.


Miało być bezpieczniej, tymczasem projektant zagrodził drogę karetce i strażakom spieszącym z pomocą.




Zatory przy przejeździe kolejowym.


spowodowane są:

- więcej ludzi mieszka obecnie "za torami"

- więcej ludzi dojeżdża do pracy z tamtej strony

- przewężenie ul. Jagiełły

- spowolnienie ruchu na przejeździe kolejowym ze względu na "wertepy" (szyny)



Receptą na te bolączki miał być tunel pod torami.


Czy to jest jedyne rozwiązanie?


Po pierwsze - ruch na ul. Jagiełły zostanie odciążony wraz z oddaniem obwodnicy południowej.

Po drugie - należałoby przebudować rondo - jest tam dość miejsca, żeby wykonać dodatkowy pas, przynajmniej w kierunku Tczewa.

Takie rondo na przykład jest w Gdańsku Kokoszkach, jak tu na ilustracji poniżej



Gdańsk - Kokoszki --- skrzyżowanie ul. Nowatorów / ul. Budowlanych


Kierowcy jadący prosto w kierunku na Tczew jadą prawym pasem i "omijają" rondo, a kierowcy zdążający w stronę Skarszew, wjeżdżają na rondo i dalej na przejazd kolejowy.


Jest tam bardzo dużo miejsca - nawet przy dojeździe od strony Tczewa jest dość miejsca na drugi pas i wobec wiecznych korków, aż prosi się, żeby tak zrobić.

I jest to pierwsze, co należałoby zrobić.




Tunel pod torami będzie potrzebny.


Na początku twierdzono, że PKP nie zgadza się na zatrzymanie ruchu pociągów na czas budowy i dlatego nie może być tunelu w tym miejscu.


Zauważam jednak, że podobna sytuacja była w Lęborku i tam jakoś sobie ze wszystkim poradzili, kolej cały czas jeździła, mówili o tym w TVP 3 Gdańsk.

Oczywiście, obniżenie jezdni (w Lęborku zaczyna się ono jakieś 150 m od przęsła wiaduktu) będzie niezbędne i przebudowa na zawsze odmieni tę okolicę, ale ruch samochodowy raczej będzie rósł, nie malał - tunel pod torami będzie niezbędny.  



Lębork


Teraz jednak twierdzi się, że jest tam tak dużo sieci, że przełożenie ich ekonomicznie się nie opłaca, jest za drogo - dlatego trzeba to zrobić inaczej... A bezsensowna tablica informująca o zamkniętych rogatkach to było tanio?


Co więc ma być?


Otóż ma być tunel pod torami, ale nie w ciągu ul. Skarszewskiej, tylko na okrętkę - przez Warszawę, Toruń i Włoszczową.



Rys. ronda – grafika \źródło – Biuro projektowe Transprojekt Gdański Sp. z o.o.

zdjęcie odwróciłem, by ułatwić orientację wg zasady - północ "na górze" jak na mapie - dlaczego projektant zastosował odwrotne rozwiązanie?? Wszystkie mapy geodezyjne są tak zorientowane - musiał specjalnie odwrócić, tylko po co??


Zakorkowane rondo w ciągu ul. Jagiełły nadal ma być zakorkowane,

jak wydostaniemy się w końcu z ronda, jedziemy ok. 170 metrów do ul. Kolejowej - jedziemy na trzecim biegu z prędkością 40 kilometrów na godzinę, bo to tylko 170 metrów... redukujemy na dwójkę, albo i na jedynkę, bo to zakręt 90 stopni i skręcamy w Kolejową,

jedziemy dalej na trójce kolejne 150 metrów do nowego ronda koło dworca, tam znowu redukujemy bieg na dwójkę i

skręcamy w tunel pod torami - do następnego łuku mamy jakieś 120 metrów - może da się wbić trzeci bieg, oczywiście jeśli przed nami nie jadą jakieś samochody.... a jadą na pewno.... a przed skrętem w Skarszewską muszą zwolnić, choćby po to, by przepuścić pieszych...

za łukiem przed nami jakieś 150 metrów do ul. Skarszewskiej - jedziemy na trzecim biegu, redukujemy, bo to zakręt 90 stopni no i może piesi idą.... no i w końcu jesteśmy na Skarszewskiej,

możemy się wreszcie rozpędzić, ale nie... nie... jeszcze nie... bo tu obok ludzie do Biedronki skręcają, wyjeżdżają... czekamy grzecznie, aż sobie ustalą kto gdzie chce jechać, pani w wielkim kapeluszu w małym samochodzie rozgląda się na boki i zastanawia się, czy zdąży przed tym co od Skarszew jedzie, czy na pewno chce ją przepuścić, bo może on tak mruga tymi światłami do kogoś innego... no i tamci z Brico jeszcze się pchają.... 

stoimy przed Skarszewską, tak jak kiedyś staliśmy na rondzie wałaszewskiego... a za nami sznur samochodów aż do Kolejowej.... a może nawet do Jagiełły???


 


Tak, tak to właśnie będzie wyglądać.
Jak przez ostatnie 17 lat.

O co tu chodzi???

Od wał.... od ronda im. Jana Wałaszewskiego zamiast jechać prosto 300 metrów tunelem na 4 biegu, będziecie jechać ok. 730 metrów na 3 i 2 biegu po łukach zakrętach, czyli średnio 30 km/godzinę.

I to nie jest tymczasowe rozwiązanie - to jest NA ZAWSZE!


NA  ZAWSZE !


Żywotność takiej inwestycji jest dłuższa niż 100 lat, kto z was dożyje takiego wieku??

Ktoś ma jakieś inne plany??

200 lat życia??


Teraz już ZAWSZE, do końca waszego życia - szczególnie mieszkańcy "za torami" - będziecie stać w korku i spalać bez sensu paliwo po 5 ZŁO... po ileś tam, tracąc zdrowie wdychając spaliny i zatruwając środowisko - jakie to koszta?


To się bardziej opłaca "ekonomicznie"?

Czy to nie jest przerzucanie kosztów na mieszkańców?

Kto przez następne 50 lat będzie płacił za wypalone paliwo na tych wszystkich zakrętach?

Ty!

O nerwach nie wspominając...


Czy ma być rozsądnie, wygodnie i oszczędnie dla mieszkańców, czy ma być "ekonomicznie", bo tak powiedział jakiś facet, w typie wydaje się, tego który zaprojektował wysoki krawężnik przez który nie przejedzie karetka??


Tak ma być??



Problem z korkami przy przejeździe kolejowym dręczy miasto od 2007 roku, od czasów inwestycji w niepotrzebną "modernizację" ul. Jagiełły - to źródło zła.

Zła, które zaczaiło się skrycie.

Zło, które cierpliwie już 17 lat czeka na swój moment...

Zła tego nikt nie próbuje naprawić zaczynając od braku inwestycji w drugi pas przy rondzie, po tor przeszkód wokół tunelu - pod torami... Zamiast tego - piętrzy się nam problemy. Można by powiedzieć - WAŁ problemów. Nie może być prosto, musi być z jakiegoś powodu dookoła. 

Co to jest za powód??


"Tam, w tamtym miejscu ma iść droga!" mówi ZŁO.


Jest to problem systemowy i ZŁO systemowe.


 

Most Golden Gate w Stanach Zjednoczonych oddano do użytku w 1937 roku, a wybudowano go w 4 lata, dłużej trwa dyskusja w Starogardzie, gdzie co jak z tym zrobić...







Taki Golden Gate proponowano też i nam - jednak zamiast opracowania pokazano nam wizualizację - chyba tylko po to, by postraszyć maluczkich - ale po co straszyć ludzi???

Nie mogli zwizualizować tunelu pod torami??






Czy Niemcy jak w XIX wieku kopali dziurę pod dworzec, to nie trafili w cel jak trzeba?










tzw. "berlinka", czyli ul. Jagiełły - kwiecień 2007 roku

foto własne
















przykład rozwiązania ronda ze Swindon, Wielka Brytania









Plany na zmianę przejazdu kolejowego w Starogardzie są aktualne! | Starogard Gdański Nasze Miasto

Wiadukt kolejowy optymalnym rozwiązaniem na przebudowę przejazdu kolejowego (starogard.pl)

Tunel czy wiadukt? Plan na przebudowę przejazdu kolejowego na ul. Skarszewski... (kociewiak.pl)

Zasłużeni dla Starogardu Gdańskiego | Aktualności



wtorek, 7 lutego 2023

Obwodnica Starogardu - ogłoszenie.

 




Spotkanie informacyjne

Zapraszamy na spotkanie informacyjne w sprawie postępu prac przy obwodnicy Starogardu Gdańskiego.







Spotkanie odbędzie się 20 lutego br. (poniedziałek) o godz. 17:00 w kinie „Sokół” przy Al. Jana Pawła II 2.


 
Zapraszają Prezydent Miasta Janusz Stankowiak oraz Wójt Gminy Starogard Gdański Magdalena Forc-Cherek.

Spółka Europrojekt Gdańsk S.A., która na zlecenie Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad [GDDKiA] tworzy dokumentację projektową przedstawi "Koncepcję programową budowy Obwodnicy Starogardu Gdańskiego w ciągu drogi krajowej nr 22".


Podczas spotkania gospodarze omówią uwarunkowania związane z przedstawionymi rozwiązaniami oraz wysłuchają opinii zainteresowanych tematem.


Na kilka dni przed terminem spotkania wszelkie materiały projektowe będą dostępne na stronie

 
https://www.facebook.com/.../a.395672120.../4099319070120608








niedziela, 19 czerwca 2016

Trwała ruina - głos ws. odbudowy...


„Ruina to coś, co w świecie inżynierów nie istnieje, to rzecz która uwłacza Naszej godności zawodowej” – z Przemysławem Miłoniem, działaczem NZS-u, inicjatorem Wampiriady oraz inżynierem budownictwa odpowiedzialnym za prace przy odbudowie zamku w Bobolicach rozmawia Tomasz Kwiatek
08/05/2012


Przemku, jeśli chodzi o zamek w Bobolicach, to była to odbudowa, czy raczej budowa, bo z tego co wiem projekt jest dowolną twórczością architekta, gdyż nie ma źródeł mówiących o tym, jak ten obiekt wyglądał w czasach świetności?

Do odbudowy zamku w Bobolicach powołany był zespół ekspertów z różnych dziedzin. Zaczynając od archeologów, archiwistów czy konstruktorów. Ja otrzymałem gotowy projekt zatwierdzony przez powołane do tego instytucje i starałem się go zrealizować. Skutek mojej pracy widać, więc nie mnie to oceniać.

Na czym polega rekonstrukcja?

A można trochę jaśniej?

Czy rekonstrukcją można nazwać prace budowlane nad projektem, który nie powstał w oparciu o źródła?

Zgodnie z definicją rekonstrukcja to odtworzenie zniszczonego zabytku na podstawie zachowanych planów, projektów, fotografii lub szkiców. Z wiedzy jaką posiadam jest to rekonstrukcja ale jak wspomniałem na początku, nie leżało to zakresie moich obowiązków.

 O zamku w Bobolicach wiemy tyle, że został wzniesiony z inicjatywy króla Kazimierza Wielkiego lub księcia opolskiego Władysława w XIV w. Wiemy to z kroniki Janka z Czarnkowa. W 1661 r. przestał pełnić funkcje mieszkalne i od tego czasu zamieniał się w ruinę. Do naszych czasów zachowały się mury do wysokości drugiego pietra. W 1928 r. te ruiny wpisano do rejestru zabytków, jako ruiny. Tyle. To trochę nie pasuje to tezy inwestora Laseckiego, że chodzi o to, aby pokazywać chwałę Polski?

Proponuję stanąć pod murami 3 maja i posłuchać co myślą o tym zwiedzający. Zdecydowana większość jest pozytywnie zaskoczona. Ja widziałem na żywo dwa narożniki jeden z ścianami a drugi to wysoki na 1,5 kondygnacji szpic. Tyle zostanie w mojej pamięci i na zdjęciach. Obecny wygląd to zasługa pracy wielu ludzi i każdy miał tutaj swój wkład bez zespołu nadal widzielibyśmy to co 15 lat temu albo jeszcze mniej.


 Zamek Bobolice - zdjęcie archiwalne.


 Zamek Bobolice - "trwała ruina"

Zamek Bobolice w 2011 r.


 Jest jeszcze inny problem, otóż zgodnie z doktryną konserwatorską jakakolwiek rekonstrukcja nie powinna mieć miejsca, gdyż jakość zachowanych reliktów i brak ikonografii, a zwłaszcza fakt uznania ich za trwałą ruinę, nie pozwala na całościowe odtworzenie obiektu. Więc moim zdaniem konserwator nie powinien zezwolić na odbudowę Bobolic, skoro w 1928 r. uznano je za trwałą ruinę.

A możesz mi wytłumaczyć co to jest trwała ruina bo dla mnie to jest martwe pojęcie? Ruina to ruina i najlepiej dać jej zniknąć tak jak wiele obiektów na Szlaku Orlich Gniazd. Trwała ruina to taka piękna nowomowa, o której słyszę wciąż od konserwatorów. Kiedyś nawet dostałem zalecenie od wojewódzkiego konserwatora, aby zgodnie z doktryną na szczycie dopiero co odbudowanych murów zasiać trawę bo to takie malownicze (akurat tu nie chodziło o Zamek w Bobolicach). To co dla jednych jest malownicze dla innych jest kuriozalne. Jeżeli coś odnawiasz, odbudowujesz, rekonstruujesz to w jakimś konkretnym celu. Tutaj celem jest odbudowa zamku, część uważa, że Senator Lasecki chce zrobić na tym biznes. Znając koszty to gwarantuję, że ta inwestycja nie zwróci się szybko a koszty utrzymania zamku są olbrzymie. Proszę sobie wyobrazić ile może kosztować samo ogrzewanie kamiennych murów. Aby tego dokonać niezbędne jest zaplecze jakie aktualnie powstaje tj. karczma, stajnia etc.

Przykład pięknej trwałej ruiny to m.in. Ogrodzieniec i Siewierz [w najbliższą sobotę historia na NGO]. Ale przyznaj, że w przypadku Bobolic była to przede wszystkim inwestycja biznesmena, teraz senatora PO, który owszem włożył ogromne pieniądze, ale po to, aby je odzyskać… Świadczy o tym chociażby infrastruktura, która idzie w ślad za odbudową…


Jeżeli tej infrastruktury nie będzie, to będzie to ulubiona trwała ruina, tylko ruch może zapewnić środki na utrzymanie inwestycji o tej skali. Tak jak wspomniałem koszty zimowego utrzymania są olbrzymie, a brak ogrzewania w zimie doprowadzi do zniszczenia wewnętrznych instalacji i zamiast cieszyć się z pięknego obiektu trzeba będzie ponownie go remontować.

Jak dla mnie jest to ewidentne nastawienie na biznes z popularnej u nas turystyki rycerskiej i sentymentalnej. Z tego co wiem mają być też pola golfowe?

O tym nie słyszałem ale znając rozmach Senatora jest to możliwe tylko dlaczego tak ma nie być? Jeżeli ktoś inwestuje prywatne pieniądze, ma taki kaprys to dlaczego nie. Warto zwrócić uwagę, że na każdym etapie zatrudnieni są ludzie. Przynoszą oni do domu pieniądze, które wprawiają w ruch całą gospodarkę. W tym rejonie trudno o prywatnych inwestorów i każdy jest na wagę złota.


Powiem Ci tak prosto, po chłopsku. Często bywam na Jutrze, to jedno z moich ulubionych miejsc w Polsce i ze względu na niewielką odległość dostępne – dlatego po ciężkim tygodniu pracy chcę się wyrwać od tego wszechogarniającego kiczu i poprzebywać w ładnym miejscu w otoczeniu zabytków i przyrody, która nie jest dodatkiem ale uzupełnieniem. Do Karczmy mogę podjechać kilkanaście kilometrów dalej nie muszę jej mieć pod zabytkiem. Teraz z całą tą obudową, z tym kiczem Bobolice nie są już dla mnie takim miejscem, nie są dla mnie nawet zabytkiem.

To Twoja opinia. Ja życzyłbym sobie więcej takich realizacji i to nie tylko na Jurze ale wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z czymś wartym odnotowania. Chciałbym widzieć żyjące twierdze a nie tylko martwe miejsca. Dla jednych ruiny w Ogrodzieńcu, Krzyżtopór są śliczne, ja chciałbym widzieć ich ogrom w pełnej krasie. Oczyma wyobraźni widzę siebie stojącego na murach i spoglądającego w dal przed siebie. Niestety otwieram oczy i widzę coś, co grozi zawaleniem. Jako inżynier budownictwa mający już genetycznie ukształtowaną chęć tworzenia (mój prapradziadek budował linię kolejową do Sarajewa), a nie utrzymywania czegoś w zastanym stanie. Polskie zamki, a już szczególnie te na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, urzekły mnie od pierwszego spojrzenia. Pamiętam Zlot Młodzieży w ramach pielgrzymki Jana Pawła II i ruiny w Olsztynie, pewnej nocy zrobiono tam pokaz światło i dźwięk wraz z pokazem ogni sztucznych. Wiele lat później wziąłem tam swoją narzeczoną, aby pokazać je podobne przedstawienie. Ruiny tak smutne za dnia były wesołe, radosne, każdy kamień był rozświetlony i pokazywał swój blask. Wtedy jeszcze uważałem, że takie obiekty należy zachowywać w stanie w jakim są. I wcale mnie nie dziwiło, że każdy mógł sobie wejść do środka, wejść na mury zabrać na pamiątkę kawałek muru, to taki koloryt. Przecież zabranie małego kawałka do domu to nic zdrożnego. A właśnie w ten sposób z każdym dniem tego pięknego krajobrazu jest coraz mniej. Dopiero po latach dotarło do mnie, że cały szlak jest czymś niezwykłym i niespotykanym w Polsce. I zacząłem, żałować, że z tych niegdyś wspaniałych murów zostało tak niewiele a w wielu przypadkach jedynie kupka kamieni lub skały.

To czym według Ciebie jest zabytek? Bo jeśli o mnie chodzi, to musi mieć historię i autentyzm. Mam dość falsyfikatów, dlatego wydaję ciężkie pieniądze na podróże, żeby zobaczyć zabytki.

I pewnie byłeś w Carcassone, piękna twierdza ale mało kto zna jej historię chociaż jest łatwo dostępna. W 1849 r.  z twierdzy niewiele już zostało. Wtedy podjęto decyzję, aby ją odbudować. Obecnie budzi zachwyt każdego kto ją zobaczy. Ale może zbyt daleko się udałem wrócę do mojego rodzinnego Krakowa. Za każdym razem jak wchodzę na Wawel nie mogę odżałować dawnego budynku administracji austriackiej. Stoi takie paskudztwo zupełnie nie pasujące do reszty na wprost wyjścia z katedry i nie można tego ruszyć bo jest zabytkiem. Z Naszą historią i kulturą nie ma nic wspólnego no chyba, że fakt zniewolenia pod zaborami jest godny pochwały. Nawet przewodnicy starają się go unikać ale niestety jest w samym środku i ciężko go nie zauważyć. Należało go od razu po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku wyburzyć ale był to jedyny budynek w stanie nadającym się do użytkowania reszta to była ruina. Na szczęście znalazło się grono fachowców, którzy podjęli się próby odbudowy tego ważnego dla każdego Polaka zabytku. Czy to jest odbudowa czy też rekonstrukcja? Chciałbym przypomnieć, że ciągle trwają prace budowlane, w czasie których tynk zastąpiono kiczowatą cegłą, jedną z baszt przykryto dachówką zamiast zostawić przepiękny taras widokowy, na środku podworca postawiono pomnik Jana Pawła II, na dziedzińcu ułożono turecki wapień. Zmiany można wymieniać w nieskończoność zmieniły one w sposób dość istotny charakter Wawelu i wygląd ale nie na tyle żeby odebrać mu miano zabytku.

Osobiście, żałuję, że nie zrealizowano przebudowy Wawelu zgodnie z koncepcją Stanisława Wyspiańskiego i Władysława Ekielskiego. Wielki rozmach tego dzieła budzi szacunek każdego kto widział makietę powstałą w oparciu o szkice i rysunki: „Pochód królów na Wawel”, Akropolis,http://www.muzeum.krakow.pl/Wawel-Akropolis.538.0.html

czy gdyby 100 lat temu Naród podjął decyzję o realizacji tej śmiałej wizji dzisiaj mówiłbyś o zniszczeniu zabytku jakim jest Wawel? Świat się zmienia, także zabytki. Najlepszym przykładem jest odbudowa Zamku w Warszawie. Czy ktoś odbiera mu miano zabytku, a przecież to zwykła replika odbudowana po II wojnie światowej.


Wawel wg Wyspiańskiego





No wiesz, ja nie jestem specjalistą, ale na mój prosty ekonomiczny rozum, to inną sprawą jest odbudowa miast czy obiektów zniszczonych podczas wojny, a czym innym odbudowywanie ruin chronionych prawnie jako trwała ruina…


Jest dokładnie tym samym. Czym się różni powolny upadek obiektu od jego nagłego zniszczenia. Czym się różni śmierć ludzi w ciągu długiego weekendu majowego od katastrofy w Smoleńsku. Ludzi zginęło tyle samo tylko, że o jednym się mówi, przeprowadza analizy rozwodzi, a nad drugim przechodzi do porządku dziennego. Mówię to z całą stanowczością. Osobiście uważam, że powolne niszczenie zabytków jest gorsze niż jednorazowe zniszczenie. Polacy są Narodem lubującym się w atrakcyjnościach, jak coś się dzieje złego potrafimy się postarać, dać z siebie wszystko ale jak coś się dzieje powoli to przymykamy oko. Tak nie można. A co mi z kupy gruzów chronionych prawnie? Ruina to coś, co w świecie inżynierów nie istnieje, to rzecz która uwłacza Naszej godności zawodowej. Nikt z Nas nie chwali się „doprowadziłem do katastrofy budowlanej” za to każdy mówi udało mi się wybudować to i to. Zresztą w starej mądrości ludowej stoi, aby zostać mężczyzną trzeba wybudować dom. Przysłowia są zwierciadłem duszy i widać jak na dłoni, że ruiną to porażka, budowa to zwycięstwo.


Przemku, dotykamy tutaj już innej kwestii – słabości naszego państwa jeśli chodzi o ochronę zabytków. Nie myśl, że ja tego nie dostrzegam, że nie denerwuję się widząc rozpadające się ruiny zabytkowych pałaców i dworów. Ale to jest kwestia rozwiązań systemowych, dobrej konstrukcji prawa i jego egzekwowania, stworzenia funduszu na zabytki etc. To musimy naprawić! Mimo kulawego prawa są dobre przykłady, jak Gdynia, czy Lublin, gdzie procent z podatku idzie na najcenniejsze zabytki… Sprawa Bobolic jest inna, dla mnie to kaprys bogatego człowieka przerobienia pięknych malowniczych ruin na nowy średniowieczny zamek, który ma przynosić dochody po to, aby przerabiać inne ruiny, które przyniosę kolejne dochody…


Mamy całkowicie inny punkt widzenia na sprawę odbudowy zabytków ale cóż moją rolą jest przekonać, że nie masz racji. Twoja rola jest udowodnić mi że się mylę. Rozwiązania systemowe nie istnieją w Polsce wręcz przeciwnie. Prowadzą do skrajnych patologii. Podać Ci mój ulubiony absurd? Mieszkasz w zabytkowej kamienicy. Przez ostatnie 50 lat nie była malowana klatka schodowa. Złuszczyła się ostatnia warstwa farby, w wielu miejscach odpadł tynk, chcesz zlecić roboty, zapłacić i cieszyć się odnowioną klatką, którą nie będziesz się bał przejść. Nic z tych rzeczy, musisz zrobić badania tego, co było wcześniej i co jest teraz, zlecić przygotowanie projektu budowlanego, uzyskać pozwolenie na budowę, zatrudnić konserwatora zabytków, pod którego nadzorem będą pracować ludzie którzy tynkują i malują tysiące domów. Ale tutaj musisz użyć odpowiednich materiałów, farbę kłaść w ten a nie inny sposób. Jak się o tym dowiadujesz i zaczynasz liczyć, myślisz skąd wziąć na to pieniądze i postanawiasz, że zrobisz to po swojemu. Przecież nikt się nie dowie. Zlecasz prace i czekasz na końcowy efekt, a jak przez przypadek wykonawcy odkryją coś cennego to każesz to skuć, aby nie mieć problemów. Mój przyjaciel pracuje w jednym z najcenniejszych muzeów w Polsce. Jest odpowiedzialny za realizację remontów, przebudów. Wiele razy rozmawialiśmy na ten temat i nawet muzealnicy nie przestrzegają prawa budowlanego. Sam stwierdził, że gdyby przestrzegał, to kosztowałoby to 10 razy więcej, a często w ogóle nie udałoby mu się nic zrobić. Kolejnym doskonałym przykładem jak prawo chroni zabytki jest krakowski Kazimierz. Wiele kamienic czeka na śmierć techniczną, aby można je w zgodzie z prawem wyburzyć i postawić w ich miejscu nowoczesny obiekt. Nie jestem od stanowienia prawa, powinienem go przestrzegać. Jednak na studiach uczono mnie logicznego myślenia, a Nasze prawo nie jest logiczne. Nakazuje inwestorom uzyskać wiele decyzji nie dając niczego w zamian a wręcz rzucając kłody pod nogi. Przykład Bobolic jest także świetnym przykładem. Opasłe tomiska dokumentacji, wiele autorytetów w swojej branży pracowało nad odbudową Bobolic. Jaki jest efekt każdy z Nas ma prawo teraz ocenić. Niestety ze strony Państwa polskiego nie było pomocy zarówno na etapie prac projektowych, wykonawstwa czy odbioru. Tylko dzięki zawziętości inwestora oraz poświęconym środkom udało się uzyskać ten efekt. Pewnie mogłoby to wyglądać lepiej ale z pewnością mogło tego już nie być. Wystarczy porównać zdjęcia sprzed 10 i 50 lat. Destrukcja murów była tak daleko posunięta, że za 20 lat została by tylko kupa gruzów tak jak z wielu twierdz na Szlaku Orlich Gniazd.

 Zamek Bobolice 


Ale wróćmy do odbudowy Bobolic. Jak wyglądały prace przy obiekcie?


Prace trwały ponad 10 lat. Przy odbudowie starano się używać materiałów oraz technologii stosowanych przy jego budowie. Kamień, zaprawa, drewniane rusztowania to wszystko miało pomóc wtopić się na nowo w krajobraz tego miejsca. Pamiętam zresztą jak pewnego razu szedłem drogą z Mirowa do Bobolic i własnym oczom nie mogłem uwierzyć jak bardzo ten zamek przez lata się zmienił. Zobaczyłem zamek z moich snów i marzeń. Taki jakim widzieli go żyjący setki lat temu – zamek stojący na niedostępnej skale.

Co należało do Twoich obowiązków?

Realizacja projektu zgodnie z zatwierdzonymi przez konserwatora i urzędy projektu budowlanego.

Jakich materiałów budowlanych użyto?

Z najbliższej okolicy.

A jak wyglądała współpraca z konserwatorem zabytków?

Tę znam tylko z przekazu ustnego ale do miłych nie należała.

Inwestor, jest też właścicielem pobliskich ruin w Mirowie. Czy jest już jakiś konkretny pomysł odbudowy tych ruin?

Pomysł jest ale wciąż trwają prace projektowe. Gdybym to ja był konserwatorem wojewódzkim zezwoliłbym na odtworzenie tej twierdzy. Zresztą zezwoliłbym na odtwarzanie wszystkich obiektów mających znaczenia historyczne. Nie lubię ruin lubię jak coś żyje. Ostatnio byłem w pięknym skansenie w Tokarni pod Kielcami. Drażnią mnie budowane z świeżego drewna chaty, do których wykorzystuje się śladową ilość elementów wiekowych. A robi to instytucja państwowa z Naszych tj. podatników pieniędzy. Ale rozumiem sens i cenię przesłanie. Należy pokazywać jak wieś wyglądała setki lat temu, jak pracowano, uczono się modlono. Trójka moich dzieci miała świetną zabawę. Po raz kolejny doświadczyłem ukłucia zazdrości. To jest jedno z nielicznych miejsc w Polsce, gdzie do miana zabytków podnosi się młyny, spichlerze, wiatraki, kieraty, kuźnie. Zabytki techniki przez większość uważane są za dziwoląga i o ile stary samochód można uznać za zabytek to lekką ręką pozbywamy się młynów, wiatraków, burzymy stare mosty bo są zbyt słabe. Zbyt rzadko stajemy na wysokości zadania jak w Poznaniu, gdzie stary most przeniesiono i nadal służy ludziom. Nie powinno być tak, że coś co przez lata dawało pracę tysiącom rodzin odchodzi w niebyt, elementy na których się wychowaliśmy, które znamy, dobrze się z nimi czujemy przestają istnieć. Należy znajdować nowe funkcje dla starych rzeczy. Swego czasu będąc na Pomorzu z radością widziałem stary trakt kolejki wąskotorowej przerobiony na ścieżkę rowerową. I chociaż szkoda, że szyny znikły, że żaden pociąg już tamtędy nie pojedzie z drugiej strony cieszę się, że zostały mosty, wiadukty po których teraz mogą jeździć rowerzyści. Zwróćmy uwagę ile samorządów rozbiera te kolejki nie dając nic w zamian. W Jędrzejowie jest wąskotorowa kolejka, można nią pojechać do Pińczowa i z okien wagonów zwiedzić piękny kawał Ponidzia. Niestety mimo olbrzymiego zaangażowania osób prywatnych linia kolejowa powoli chyli się ku upadkowi, prędkość ruchu nie przekracza 20 km/h a jazda kolebiącą się kolejką czasami budzi niepokój, jednak należy wspierać te inicjatywy bo powodują one konsolidację lokalnego środowiska a także pokazują z całkiem innej strony świat jaki odchodzi w przeszłość. A szkoda sami nie wiemy jak dużo tracimy.


Nie jest aż tak źle. U nas na Opolszczyźnie mamy most wiszący z XIX w., który ma szansę zostać pomnikiem historii. Ale wróćmy do tematu. Ostatnio jak byłem w Mirowie, to widziałem, że na działce nieopodal ruin zamku stoi już ogrodzenie, co to będzie za inwestycja?


Nie wiem, nie współpracuję z Senatorem Laseckim od półtorej roku.


 Zamek Bobolice



Całość:

http://www.ngopole.pl/2012/05/08/„ruina-to-cos-co-w-swiecie-inzynierow-nie-istnieje-to-rzecz-ktora-uwlacza-naszej-godnosci-zawodowej-z-przemyslawem-miloniem-dzialaczem-nzs-u-inicjatorem-wampiriady-oraz/



piątek, 20 maja 2016

Nowe miasta na wzór średniowiecznych!


Znowu na blogu prezentuję przedruk dotyczący rewitalizacji miasta - no, ale w Starogardzie zaczyna się "dziać", więc kierunek jest jak najbardziej uprawniony... 
Jak widać, nie jestem odosobniony w swoim zdaniu, że "klasyczna" architektura nie historyzuje, tylko upiększa otoczenie człowieka. 

Prawie całe swoje życie za szczyt doskonałości uważałem gotyk - zaczęło się to zmieniać gdzieś koło czterech krzyży...Teraz doceniam klasycyzm i uważam tej styl po prostu za najwyższą formę architektury (oraz rzeźby) jaką człowiek osiągnął. I niczego wyżej już nie ma i nie będzie!

Nie licząc osobistych preferencji, gdzie w moim przypadku jest to klasycyzm połączony z ascetycznym barokiem...


Chyba utworzę osobną stronę na takie wpisy - wraz z mottem zaczerpniętym z poniższego materiału...

Współcześni architekci nie są geniuszami, którzy mają prawo narzucać swoją świetlaną wizję kolejnym pokoleniom. 

Nie kojarzę poza tym żadnego wybitnego architekta modernizmu, który zdecydował się mieszkać na osiedlu z wielkiej płyty wraz z robotnikami.... 




Fundacja Księcia Karola projektuje od nowa całe miasta na wzór tych średniowiecznych - z rynkami, wąskimi uliczkami i wszystkimi usługami dostępnymi w ciągu 5 minut od domu. 
O zrównoważonym rozwoju według Brytyjczyków rozmawiamy z jej dyrektorem generalnym Hankiem Dittmarem.

Maciej Kabsch: Fundacja Księcia Karola prowadzi w Wielkiej Brytanii wiele projektów związanych ze zrównoważonym rozwojem miast. Z jakimi doświadczeniami chce się pan podzielić przyjeżdżając do Polski?
Hank Dittmar*: Na ogół zrównoważony rozwój jest kojarzony przede wszystkim z działaniami na rzecz oszczędności energii. My uważamy, że w dziedzinie budownictwa musi się on również odnosić do poszanowania historii i podtrzymywania kontaktu z przeszłością. Koncentrujemy się więc na ratowaniu zabytków i podtrzymywaniu urbanistycznej idei europejskiego miasta, a także na tym, by każdy nasz projekt służył integracji lokalnej społeczności.
Ideą przewodnią zrównoważonego rozwoju było zawsze budowanie w taki sposób, aby uniknąć problemów, z którymi musiałyby przez nas się zmierzyć następne pokolenia. Według naszej definicji, nowe inwestycje muszą być międzypokoleniowe, to znaczy szanować to, co było w przeszłości i jak najlepiej służyć tym, którzy będą z nich korzystać w przyszłości.
Podobnie jak w przypadku zasobów naturalnych, chodzi więc o ochronę własnych atutów, których, jeśli chodzi o zabytki, w Zjednoczonym Królestwie nie brakuje. 
Książę Karol sprawując swoje funkcje publiczne miał okazję wiele podróżować po kraju, odwiedzając stare miasta, zabytkowe fabryki i manufaktury. W drugiej połowie XX w. wiele z nich było w złej kondycji. Dopiero miał nadejść czas masowych rewitalizacji np. XIX-wiecznych obiektów przemysłowych, które dziś nierzadko stanowią centralny element strategii rozwojowych miast europejskich. Książę Walii należał do tych osób, które w latach 80-tych wiedziały, że takie procesy trzeba rozpocząć. Między innymi w tym celu powołał Prince's Foundation for Building Community


Wspieramy wiele procesów rewitalizacji. Często aby uratować zabytek, trzeba nadać mu nowe funkcje - najlepiej o mieszanym charakterze. Zawsze jednak staramy się, by była to funkcja podobna do historycznej. Nie chcemy jej zmieniać, ale znaleźć nową formułę dla jej kontynuacji. Przy każdym projekcie ważną rolę spełniają też jego uwarunkowania środowiskowe, ekonomiczne i społeczne. 
Prince's Foundation wskrzesza nie tylko poszczególne zabytki, ale i historyczną urbanistykę, czego przykładem jest budowane od nowa, ekologiczne miasto Sherford koło Plymouth w południowo-zachodniej Anglii. 
Będzie to całkowicie nowa miejscowość dla 12 tysięcy ludzi. Gdy lokalne władze zasygnalizowały pilne zapotrzebowanie na nowe osiedla, miejscowi deweloperzy, w tradycyjny dla naszych czasów sposób, zaproponowali stworzenie rozległych przedmieść - „sypialni”. Przekonaliśmy jednak zarówno ich, jak i lokalną społeczność, że bardziej zrównoważonym pomysłem będzie stworzenie nowego, multifunkcyjnego miasta.
Miasto Sherford będzie połączone z centrum Plymouth komunikacją publiczną, a ulokowanie w nim wszystkich potrzebnych funkcji: mieszkaniowej, biurowej i handlowej, ograniczy konieczność codziennych podróży jego mieszkańców po aglomeracji. Głowna idea jest taka: niech wszystkie potrzebne usługi będą osiągalne w ciągu 5 minut drogi od ich domów. To ważne z punktu widzenia oszczędności pieniędzy, czasu i energii, jak i społecznej integracji oraz ochrony środowiska naturalnego.

Zupełnie jak w mieście średniowiecznym.
Czerpiemy inspirację z tradycyjnej europejskiej urbanistyki z rynkami i domkniętymi pierzejami ulicami, które tworzyły przyjaźniejsze środowisko dla człowieka niż przedmieścia wyrosłe w epoce modernistycznej. Pomimo dość zwartej tkanki miejskiej, udało nam się w Sherford zabezpieczyć ponad połowę inwestycyjnego terenu pod park, do którego wszyscy mieszkańcy będą mieli łatwy dostęp. Dołożyliśmy też starań, aby nowe miasto dobrze wtopiło się w historyczny krajobraz. W jego centrum znalazły się funkcje typowo miejskie i publiczne przestrzenie, na których mogą się spotkać mieszkańcy.
Miasta przyszłości według Księcia Karola, urbanistyka, Wizualizacje nowego miasta Sherford w południowo-zachodniej Anglii.fot. Redtree, LLP
Wierzymy, że przedmieścia najlepiej jest budować właśnie w taki sposób. Idea osiedla blisko natury nie polega przecież na tym, aby w jednym miejscu były jednocześnie wieś i miasto. W Europie, w strefach podmiejskich mamy niestety najczęściej do czynienia i z najgorszymi cechami miasta i najgorszymi cechami odizolowanej wsi. Nie tędy droga, bo to nie jest satysfakcjonujące rozwiązanie dla ich mieszkańców.
W projektach Fundacji Księcia zwraca uwagę ich wielofunkcyjność. W Polsce deweloperzy raczej wciąż koncentrują się na rozbudowie monokulturowych 'business parków', 'handlowych miasteczek' i osiedli apartamentowców oddalonych od usług publicznych. Czy w Anglii wielofunkcyjność nowych dzielnic weszła już do mainstreamu? 
Tak, bo to najrozsądniejsze rozwiązanie.
Jednak w londyńskim City wciąż ok. 90 proc. budynków zajmują biura. Architekci polskich 'business parków' uwielbiają powoływać się na ten przykład. 
Historycznie City of London było dzielnicą, gdzie większość kupców mieszkała i jednocześnie pracowała. Dopiero po II wojnie światowej inwestorzy w tym rejonie położyli główny nacisk na wznoszenie biurowców. To, co możemy zaobserwować na obszarze City od kilku lat, to ponowny zwrot w kierunku funkcji mieszkaniowych i handlowych. 
Pamiętajmy jednak, że londyńskie City zajmuje powierzchnię tylko jednej mili kwadratowej i jest otoczone ze wszystkich stron przez 8-milionową metropolię. Jest też dzielnicą doskonale skomunikowaną z każdą inną częścią miasta.


Na pewno choćby z tego względu trudno je porównywać do polskich przykładów. A jak doszło do urbanistycznego zwrotu w kierunku wielofunkcyjnych dzielnic w Wielkiej Brytanii? 
Promuje je dziś konsekwentnie brytyjski rząd, który wyznaczył pewne kierunki i optymalne rozwiązania. Oczywiście domy i biurowce w Zjednoczonym Królestwie buduje nie państwo, ale prywatni inwestorzy. Oni sami jednak szybko się zorientowali, że działanie według nowej filozofii zwyczajnie bardziej opłaca się im oraz ich klientom. 
Budowa nowych dzielnic czy rewitalizacja starych musi przebiegać według określonych reguł. Muszą mieć one dostęp to głównych ciągów transportowych aglomeracji. Do komunikacji wewnętrznej służą w nich przyjazne dla pieszych ulice przypominające korytarze, którymi mieszkańcy czy klienci sklepów po prostu chcą się poruszać. Ulice te muszą oczywiście do czegoś prowadzić, np. placu, skupiska sklepów czy instytucji publicznej. To nic nowego, tylko powrót do idei zwartego, europejskiego miasta.  


Interesującym projektem Fundacji Księcia Karola są też mieszkania socjalne, które wtopiono w historyczną dzielnicę prywatnych apartamentów. Elewacje nowych kamienic niczym nie różnią się od tych starych i z ulicy nie można ich rozpoznać. Inaczej niż w Polsce, gdzie socjalne bloki powstają zazwyczaj na tanich działkach, oddalonych od centrum. Czy wyznaczacie tym projektem nowy sposób na społeczną integrację? 
Idealne wtopienie się inwestycji w otoczenie to jedna z zasad, którymi Fundacja Księcia kieruje się przy każdej inwestycji i tak uczyniliśmy też w tym przypadku. Również w Anglii wiele mieszkań socjalnych lokuje się w odosobnionych, wysokich blokach. Jest to złe rozwiązanie nie tylko dlatego, że między blokami często powstaje przestrzeń nieprzyjazna i z biegiem lat ulegająca degradacji. To przecież także dyskryminacja osób, które muszą do tych odizolowanych budynków się wprowadzić.
My jako Fundacja wcale nie twierdzimy, że właściciele mieszkań w eleganckiej kamienicy i wprowadzający się do klatki obok biedniejsi lokatorzy nagle staną się najlepszymi przyjaciółmi. Jedni i drudzy mają w tym momencie jednak równe szanse „przestrzenne”: tę samą bliskość do usług, miejsc pracy oraz poczucie bezpieczeństwa. Z czasem powstaną też między nimi jakieś relacje. Obserwowaliśmy już wcześniej podobne procesy, z których wynikało, że np. szanse na rynku pracy uboższych lokatorów, którzy zamieszkali w „lepszej” dzielnicy, po prostu wzrastały. A to jest przecież pozytywne dla całej społeczności.
Patrząc na niektóre inwestycje, w które zaangażowała się Fundacja Księcia Karola, może zadziwiać fakt, że często wraca się w nich do form historyzujących lub czegoś, co nazywamy w Polsce „retrowersją”. To prąd zdecydowanie odrzucany przez większość polskich architektów. 
Takie budynki powstają dziś w Wielkiej Brytanii równolegle z inwestycjami w formie bardzo nowoczesnymi. To oczywiście budziło od dawna wielkie kontrowersje również na naszym podwórku. Wielu modernistycznych architektów upierało się, że w XX w. nie powinno być przyzwolenia na dalsze praktykowanie tradycyjnego budownictwa i historyzującego design'u. Jednak po stu latach trwania tej dyskusji również sam modernizm stał się stylem historycznym.
Myślę, że angielskie miasta weszły w fazę współistnienia stylów historyzujących i nowoczesnych. Te pierwsze oczywiście nie mogą służyć do oszukiwania historii. Czasem jednak są najlepszym rozwiązaniem dla uchronienia zabytkowego charakteru danej dzielnicy. Również w Londynie bywa więc, że odtwarza się historyczną zabudowę w miejscu bloków modernistycznych. 
Jeszcze zanim objął pan stanowisko dyrektora generalnego Fundacji Księcia, był pan znanym na świecie orędownikiem tradycyjnej urbanistyki. 
Współcześni architekci nie są geniuszami, którzy mają prawo narzucać swoją świetlaną wizję kolejnym pokoleniom. Przez lata rozwój europejskiego miasta polegał na adaptacji i powielaniu najlepszych rozwiązań: domknięte pierzejami ulice czy budynki budowane w skali dostosowanej do człowieka. Nie kojarzę poza tym żadnego wybitnego architekta modernizmu, który zdecydował się mieszkać na osiedlu z wielkiej płyty wraz z robotnikami. W Anglii takie bloki są dziś rozbierane, bo źle służyły człowiekowi. Ich pojedyncze, ciekawsze egzemplarze zostawia się jednak jako historyczną pamiątkę. 
Proszę też zwrócić uwagę na taki fakt: patrząc przez okno hotelowe na kilkudziesięciopiętrowe bloki mieszkalne w Bombaju, Szanghaju czy Kuwejcie nie jesteśmy w stanie odgadnąć, czy w tej chwili znajdujemy się w kraju Buddy, Konfucjusza czy Beduinów. Choćby dlatego warto się zastanowić, czy ochrona własnego dziedzictwa kulturowego nie powinna być szerzej stosowana także na polu architektury i planowania przestrzennego.


Na ilustracjach wizualizacja miasta Sherford.
Polecam komentarze pod oryginalnym artykułem!

http://www.bryla.pl/bryla/1,85298,14250257,Miasta_przyszlosci_wedlug_Ksiecia_Karola__WYWIAD_.html
http://www.mowimyjak.pl/newsy/nauka/kim-by-palladio-i-dlaczego-architektura-palladianska-cieszy-sie-niesabnacym-zainteresowaniem-i-uznan,25_41195.html
http://www.bryla.pl/bryla/1,85298,6284860,Retrowersja_na_dwa_sposoby.html



niedziela, 15 maja 2016

Fabryka papy


Fabryka papy dachowej Fr. Guttmann i Ska przy ul. Pelplińskiej.

Jak pisze Jan Buchholtz, pierwszy polski burmistrz Starogardu:

"...posiada stale na składzie papę dachową i izolacyjną, lepniki, papniki, cement, wapno, trzcinę, gwoździe, smołę drzewną, karbolineum, cegłę szamotową i inne materjały budowlane."




Ciekawe, że Buchholz, który skończył swoją książkę o Starogardzie w marcu 1929 roku, twierdzi we wstępie, że pisał ją ok. jednego roku. A więc zaczął mniej więcej w tym czasie, gdy fabryka spłonęła.

Jednak nic nie wspomina o pożarze - może Guttmann szybko odbudował zakład?

Ten niemiecki przedsiębiorca koncesję na działalność uzyskał w roku 1923, a do 1937 roku był zwolniony z podatku (ze względu na lojalność wobec władz polskich) – więc....?


Ciekawostka:
Jan Buchholtz burmistrzem (komisarycznym) miasta został w listopadzie 1919 roku i pełnił swój urząd do roku 1922. Razem z Andrzejem Szklarskim był autorem pierwszej polskiej monografii o Starogardzie pt.:
” Królewskie miasto Starogard, stolica Kociewia”.

Rękopis tej książki, przechowywany w rodzinie Pillarów, w 1998 roku został przekazany przez Zygmunta Pillara, syna Jana, do archiwum Urzędu Miejskiego. Książka przetrwała wojnę na strychu jego domu przy ul. Gimnazjalnej 14.

Osoba Jana Pillara - „zatwardziałego Polaka” - przedsiębiorcy budowlanego i wielkiego społecznika zasługuje na osobną notatkę.









Poniżej fragment strona z Kuriera - warto sprawdzić, czym żyli ówcześni ludzie - i jak patrzymy się na te wydarzenia dzisiaj?

Do wyboru mamy:

- deportacja Trockiego
- wojna domowa w Chinach
- Litwini
- Bremen


Co tak naprawdę z tego co czytamy jest ważne?

Które wydarzenia wywierają - lub będą wywierać! - wpływ na życie nasze, naszych dzieci, wnuków?