Rysunek
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stare miasto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stare miasto. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 30 października 2016
czwartek, 13 października 2016
Mury obronne Starogardu cz.1
Mury obronne miasta.
Na ilustracji widzimy jak mniej więcej
wyglądała warownia starogardzka w XIV w.
Czerwonym
kolorem pokazane są istniejące do dzisiaj fragmenty
murów – fragmenty dość pokaźne, bo obejmujące całą część
północną i blisko połowę części zachodniej, nie licząc
drobnych fragmentów. Na rysunku ujęto Basztę Młyńską, jako punkt odniesienia związany z rewitalizacją, nie ma pewności, czy ta nazwa funkcjonowała w średniowieczu.
Tu mam pewną uwagę - w zasadzie Baszta Gdańska i Książęca, także Młyńska, są wieżami, a nie basztami. Przynajmniej w obecnej postaci.
Baszta (czasami używamy terminu: baszta łupinowa) jest zawsze otwarta od wewnętrznej strony murów, a basztę "zamkniętą" nazywamy wieżą, niezależnie od tego, czy stoi osobno, czy występuje w ciągu obwałowań obronnych.
Terminu "baszta" powszechnie używa się niewłaściwie, w formie nazwy własnej wież, np. Baszta Jacek w Gdańsku, nasza Baszta Gdańska itd.
Rozróżniamy min.: baszty, wieże, basteje, bastiony.
Baszta - to budowla obronna stanowiąca element muru obronnego, wysunięta poza jego lico i wzniesiona ponad jego poziom - otwarta od strony wewnętrznej obwodu obronnego.
Wieża - to, mówiąc w skrócie, baszta zamknięta.
Basteja - po wynalezieniu broni palnej zastąpiła basztę; budowla fortyfikacyjna, która była stanowiskiem ogniowym artylerii - dlatego też była szersza, bardziej masywna i przysadzista niż baszta.
Tu mam pewną uwagę - w zasadzie Baszta Gdańska i Książęca, także Młyńska, są wieżami, a nie basztami. Przynajmniej w obecnej postaci.
Baszta (czasami używamy terminu: baszta łupinowa) jest zawsze otwarta od wewnętrznej strony murów, a basztę "zamkniętą" nazywamy wieżą, niezależnie od tego, czy stoi osobno, czy występuje w ciągu obwałowań obronnych.
Terminu "baszta" powszechnie używa się niewłaściwie, w formie nazwy własnej wież, np. Baszta Jacek w Gdańsku, nasza Baszta Gdańska itd.
Rozróżniamy min.: baszty, wieże, basteje, bastiony.
Baszta - to budowla obronna stanowiąca element muru obronnego, wysunięta poza jego lico i wzniesiona ponad jego poziom - otwarta od strony wewnętrznej obwodu obronnego.
Wieża - to, mówiąc w skrócie, baszta zamknięta.
Basteja - po wynalezieniu broni palnej zastąpiła basztę; budowla fortyfikacyjna, która była stanowiskiem ogniowym artylerii - dlatego też była szersza, bardziej masywna i przysadzista niż baszta.
Bastion - rozwinięcie bastei; w dawnych fortyfikacjach o narysie bastionowym podstawowy element umocnień, wznoszony na załamaniach obwałowania twierdz (na wysuniętych narożnikach). Używane od połowy XVI do połowy XIX wieku. Występują w twierdzach na planie trójkąta, romboidu lub pięcioboku. Dwa najbardziej wysunięte boki tworzyły narożnik zwany węgłem. Boki stykały się pod kątem zawartym zwykle pomiędzy 60° a 120°. Bastiony połączone były murem tzw. kurtynami.
Być może nie każda
wieża była od początku wieżą, ale basztą - stąd nazwa Baszta ..... pozostała pomimo
zamiany jest na wieżę. Do tematu powrócę.
Na początek, celem obejrzenia stanu
faktycznego, zapraszam na spacer wzdłuż murów miejskich.
Wędrówkę zaczynamy od zachodniej strony Starego Miasta, przy kościele Św. Mateusza...
Wędrówkę zaczynamy od zachodniej strony Starego Miasta, przy kościele Św. Mateusza...
Widok z parku na kościół pw. Św. Mateusza, kiedyś - Najświętszej Maryi Panny.
Samosiejki skutecznie zasłaniają widok na mur.
Samosiejki skutecznie zasłaniają widok na mur.
Mur, dość wysoki (ok. 6 m wysokości)
zaczyna się w okolicach kościoła Św. Mateusza.
Kilka lat temu został odnowiony,
niestety cegła splustrowała na mrozie.
Mur biegnie na północ, mijając po
drodze otwartą od strony kościoła basztę (obecnie dzwonnica), do Baszty Narożnej, zwanej
Książęcą (3). Za otwartą basztą fragment obsunął się, być może wadliwie
wykonany.
Tak więc niemal cały ten odcinek jest do
poprawki.
Za drzewami - widoczna baszta-dzwonnica oraz fragment obsuniętego muru.
Na pierwszym planie plantacja zdrowotnej pokrzywy.
Zachowując wysokość ok. 5 m dochodzi
do baszty Gdańskiej (4), która stoi tuż przy ulicy Hallera,
prowadzącej na Rynek.
Baszta Gdańska od strony parku miejskiego. Szerszy (zimowy) widok: tutaj
Baszta Gdańska - widok z placu przed Basztą Książęcą. Po prawej zabudowa ulicy Browarowej, na jej końcu w dali widać białe ściany Baszty Młyńskiej.
Baszta Gdańska od strony parku miejskiego. Szerszy (zimowy) widok: tutaj
Baszta Gdańska od zewnętrznej strony
murów zasłonięta jest ponad 100-letnim budynkiem - w nie
najlepszej kondycji, choć z odnowionym dachem. Sama baszta
prezentuje się bardzo dobrze. Od strony ulicy widzimy wykusz, który
powstał w XIX w. kiedy prusactwo uznało, że można nieco obciąć
basztę celem poszerzenia ulicy w tym miejscu. Dziwne, ale prawdziwe.
Na tym fragmencie murów pobudowany był kiedyś budynek mieszkalny, który widać na fotografii z przełomu wieków.
Na tym fragmencie murów pobudowany był kiedyś budynek mieszkalny, który widać na fotografii z przełomu wieków.
Za ulicą znajduje się budynek z XIX
w. (nr 12) wybudowany na zewnątrz umocnień miejskich, oparty o mur
– który jest widoczny od strony miasta. Budynek wygląda nie najlepiej.
Właśnie w tym miejscu zaczyna się
zabudowa miejska – o p a r t a n a m u r z e. Na rysunku
zaznaczono te fragmenty cienką czerwoną
linią.
Mur stanowi ścianę wewnętrzną
(czasem zewnętrzną) budynków stojących wzdłuż ul. Browarowej,
równoległej do muru.
We wschodniej części tego odcinka, aż
do ulicy Podgórnej, mur pojawia się znowu na długości ok. 25 m –
jest to część zrewitalizowana.
Po drugiej stronie ulicy Podgórnej
stoi kolejny, prawdopodobnie XIX w. dom (nr 7B). Na parterze tego
domu urządzony jest sklep i wewnątrz możemy zobaczyć istniejący
mur grubości ok. 90 cm.
Jeżeli staniemy na ulicy Kanałowej, po zewnętrznej
stronie obwarowania, za „Nogatką” (kanał młyński), zobaczymy
jak mur wyłania się z tego budynku i biegnie do kolejnego,
stojącego przy ul. Wodnej. Na szczycie tamtego budynku można
zauważyć charakterystyczny pilaster, który może wskazywać na to,
że również w tym budynku mur nadal istnieje.
Ulica Wodna, można powiedzieć,
dochodzi do kanału – muru w tym miejscu po prostu brak ok. 4 mb.
Zaczyna się on zaraz za Wodną i
biegnie aż do baszty Młyńskiej (6). Baszta i część terenu
przyległego to prywatna posesja (nr 8). Teren i budynki znajdują
się w prywatnych rękach od lat 70-tych XX wieku – właściciele
min. odrestaurowali basztę Młyńską i to dzięki nim możemy
cieszyć się jej obecnym widokiem.
Mur stanowi fragment zabudowań i
kończy się 15 metrów od baszty, w kierunku południowym.
Jednak patrząc na zdjęcia satelitarne
zauważymy pewną prawidłowość. Kolejne budynki wpisują się w
kierunek i granicę wyznaczoną przez mur – prawdopodobnie stara
plebania od Św. Katarzyny (nr 5) zewnętrzną ścianą oparta jest
na murze, ewentualnie – budynek mieszkalny (nr 7) po drugiej
stronie plebani. To kolejne 40 – 45 metrów.
Fakt, że w tym miejscu widzimy
pozostałość po fosie – dość głęboki rów dochodzi do budynku
nr 7.
Idąc dalej w kierunku południowym,
przecinamy ul. Tczewską, przy której stała kiedyś Baszta Tczewska
i dochodzimy do ulicy Basztowej.
Zabudowa przy Basztowej jest dość
nowa, mimo to frontowa ściana budynków dość wyraźnie wyznacza
nam kierunek muru. Z tyłu budynków też bardzo dobrze widoczne
pozostałości po fosie.
Przecinamy ul. Sambora i ponownie -
przy budynku nr 8 ewidentnie pozostałości po fosie.
Przekazy mówią, że tzw. białe
koszary – obecnie zespół szkół zawodowych - zostały pobudowane
na murach miejskich. Potwierdzają to zdjęcia satelitarne. Relikty
fosy koło bud. nr 8 są oddalone od ścian szkoły dobrych 15
metrów.
Narożnik szkoły zakręca na zachód i
mniej więcej pokazuje, jak dalej biegł mur.
Za szkołą od strony południowej
widać relikty fosy. W tym miejscu wybudowane też strzelnicę
szkolną (raczej wcześniej dla wojska?) - prawie na pewno
wykorzystując po prostu zagłębienie południowego fragmentu fosy.
Przecinamy ul. Paderewskiego biegnącą
do Rynku (kiedyś – baszta Gniewska). Tutaj mamy dalszą część
byłych koszar, żeby jednak zobaczyć relikty fosy (zasypana) musimy
podejść od południowej strony ul. Kościuszki.
Po obejrzeniu widocznych jeszcze
reliktów fosy, dochodzimy do centrum handlowego, które ma już
kilka lat – na jej terenie fosa bardzo słabo rozpoznawalna
(miejscowe obniżenie terenu), na miejscu muru pobudowano w XVIII –
XIX w. zakłady spirytusowe (obecnie dom handlowy).
Myszkując między budynkami dochodzimy
do ul. Rycerskiej i Krzywej, gdzie zauważamy dalszy ciąg kilkunastu
metrów muru. Przy ul. Rycerskiej plac na którym stoi XIX w. bóżnica
- pobudowana prawdopodobnie na fundamentach dworu krzyżackiego.
Narożnik ul. Krzywej
Przez wiele lat przy widocznym
fragmencie muru funkcjonowała toaleta miejska. Ucieszyłem się,
kiedy ją wyburzano, ponieważ sądziłem, że po prostu mur w tym
miejscu w końcu zostanie ładnie wyeksponowany - niestety na jej
miejscu pobudowano dość elegancji malutki budyneczek, w którym
obecnie mieści się bank.
Budynek Starostwa i niestety niemal całkowicie zasłonięty przez pnącza mur obronny.
Budynek Starostwa i niestety niemal całkowicie zasłonięty przez pnącza mur obronny.
Ocalałe 16 metrów południowego obwarowania miasta - widok zimowy (grudzień 2014).
Widok muru od ul. Krzywej.
Widok muru od ul. Krzywej.
Jak widać na zamieszczonym wyżej
rysunku, mur pod kątem chowa się w ścianie Starostwa Powiatowego
(kiedyś fabryka tytoniowa).
Tutaj fragmenty muru "schowane" w budynkach zaznaczono czerwonymi kropkami.
Cienka czerwona linia - widoczne fragmenty muru z kamienia.
Fragment średniowiecznego Starogardu i współczesne nazewnictwo ulic.
Tutaj fragmenty muru "schowane" w budynkach zaznaczono czerwonymi kropkami.
Cienka czerwona linia - widoczne fragmenty muru z kamienia.
Fragment średniowiecznego Starogardu i współczesne nazewnictwo ulic.
Szczyt budynku Starostwa wchodzi na
teren placu przy ul. Rycerskiej brutalnie przebijając się przed
obwarowanie, obok niego, tuż przy ul. Krzywej stoją 4 identyczne domki o
stromym zadaszeniu, następnie pojawia się zabudowa XIX w. i
dochodzimy do ul. Chojnickiej wychodzącej z Rynku.
Pawilony przy ul. Krzywej, za nimi mur kamienny.
Pawilony przy ul. Krzywej, za nimi mur kamienny.
Żeby zobaczyć mur proponuję się
cofnąć. Należy obejść budynek Starostwa od strony ul. Kościuszki
i wejść na plac wewnętrzny urzędu od ul. Mostowej.
Tam zobaczymy fragmenty muru
o wysokości ok. 3,6 m wykonane z kamienia, które ciągną się ok. 30
metrów.
Widać wyraźny podział warstw muru - najpierw wymurowano obwarowanie na wysokość ok. 2,20 m, a potem wyrównano jego zwieńczenie drobnymi kamieniami i zaprawą, po czym pomurowano dodatkowo ok. 1,45 m. Nad murem widzimy szczyty 4 budyneczków stojących przy Krzywej. Przestrzeń między murem, a budynkami to ok. 6-7 metrów.
Zachodni kamienny mur na zapleczu Starostwa.
Zbliżenie na strukturę muru. Zaprawa jest jasna i dość twarda.
Wyraźnie widoczne etapy murowania.
Widać wyraźny podział warstw muru - najpierw wymurowano obwarowanie na wysokość ok. 2,20 m, a potem wyrównano jego zwieńczenie drobnymi kamieniami i zaprawą, po czym pomurowano dodatkowo ok. 1,45 m. Nad murem widzimy szczyty 4 budyneczków stojących przy Krzywej. Przestrzeń między murem, a budynkami to ok. 6-7 metrów.
Zachodni kamienny mur na zapleczu Starostwa.
Zbliżenie na strukturę muru. Zaprawa jest jasna i dość twarda.
Wyraźnie widoczne etapy murowania.
Widok muru zakłócają pobliskie
garaże, które dochodzą do muru i optycznie go przecinają.
Za garażami mur znika w ścianie kolejnego budynku z XIX w. (nr 15) stojącego wzdłuż Mostu Chojnickiego (wiadukt) i ulicy Chojnickiej, w szerokiej i prawdopodobnie suchej fosie.
Kamienny mur - widok w stronę nieistniejącej Bramy Chojnickiej
Po drugiej stronie tego budynku widać już tylko ścianę XIX w. kamienicy z czerwonej cegły – dom nr 17.
Po prawej budynek nr 15, na wprost budynek nr 17 - jego ściana biegnie idealnie w linii
nieistniejącego muru obronnego. Dom prawdopodobnie stoi na miejscu Baszty Chojnickiej.
Za garażami mur znika w ścianie kolejnego budynku z XIX w. (nr 15) stojącego wzdłuż Mostu Chojnickiego (wiadukt) i ulicy Chojnickiej, w szerokiej i prawdopodobnie suchej fosie.
Kamienny mur - widok w stronę nieistniejącej Bramy Chojnickiej
Most Chojnicki. Widoczny wylot ul. Chojnickiej z Rynku - to miejsce, gdzie stała baszta
Po drugiej stronie tego budynku widać już tylko ścianę XIX w. kamienicy z czerwonej cegły – dom nr 17.
Po prawej budynek nr 15, na wprost budynek nr 17 - jego ściana biegnie idealnie w linii
nieistniejącego muru obronnego. Dom prawdopodobnie stoi na miejscu Baszty Chojnickiej.
Przecinamy Chojnicką – pod mostem -
i kierujemy się w stronę parku miejskiego.
Za Mostem widać jak wysoko postawione
są budynki nr 14, 8 i 8a stojące przy ul. Szewskiej.
Budynki przy ul. Szewskiej od strony fosy. Z prawej strony ledwo widoczny fragment Mostu Chojnickiego.
Budynki przy ul. Szewskiej od strony fosy. Z prawej strony ledwo widoczny fragment Mostu Chojnickiego.
Jestem przekonany, że ściana
zewnętrzna tych budynków oparta jest na gotowym fundamencie ze
średniowiecznego muru. Podejdziemy bliżej, aby się temu przyjrzeć.
Zbliżenie na ścianę. Mur z kamienia ma tu ok. 3,5 m.
W gąszczu . . .
Jeden z pięciu widocznych fundamentów - pozostałość po szkarpach wzmacniających wysoki mur.
Jakieś 10 ostatnich metrów wzmocniono współcześnie wysokimi betonowymi przyporami - aż do Mostu.
Zbliżenie na ścianę. Mur z kamienia ma tu ok. 3,5 m.
W gąszczu . . .
Jeden z pięciu widocznych fundamentów - pozostałość po szkarpach wzmacniających wysoki mur.
Jakieś 10 ostatnich metrów wzmocniono współcześnie wysokimi betonowymi przyporami - aż do Mostu.
Współczesny most nad Wierzycą.
Wchodzimy na mostek nad Wierzycą i widzimy kościół Św. Mateusza. A w zasadzie domyślamy się jego istnienia, bo widok dokładnie zasłaniają drzewa, które wyrosły akurat w tym, a nie innym miejscu.
Zdjęcie wykonane z mostu - to już "tradycyjne" ujęcie kościoła nad rzeką - bardzo malownicze,
niestety nad brzegiem rośnie kępa drzew, która precyzyjnie zasłania widok. Po prawej stronie za
drzewami skarpa długości ok. 80 m - kiedyś biegł tamtędy mur . . .
Tak, to jest ujęcie z mostu. Zdjęcie sprzed wojny.
Pomiędzy budynkami Szewskiej, a Mateuszem istnieje przerwa długości ok. 80 m.
Pomiędzy budynkami Szewskiej, a Mateuszem istnieje przerwa długości ok. 80 m.
Jeszcze po wojnie stały tutaj budynki
mieszkalne, zdjęcie ilustrujące pokazuje stan z
roku 1928. Teraz jest tu dość stroma skarpa, gdzie miejscami
możemy dojrzeć ... r e l i k t y ś r e d n i o w i e c z n e g
o m u r u ?
Przejście pomiędzy rzeką, a skarpą w stronę kościoła Św. Mateusza.
Chciałem zauważyć, że mur w wielu miejscach był poddany naprawie – w ścianie znajdziemy cegłę średniowieczną, ale też XVIII i XIX wieczną. W ścianie z kamienia widać łaty z cegły współczesnej. Trudno powiedzieć, czy w całości to robota średniowieczna, czy raczej współczesna odbudowa. Wszystkie fragmenty muru wymagają dokładnej inwentaryzacji – dopiero wtedy można ocenić zakres i formę renowacji.
Chciałem zauważyć, że mur w wielu miejscach był poddany naprawie – w ścianie znajdziemy cegłę średniowieczną, ale też XVIII i XIX wieczną. W ścianie z kamienia widać łaty z cegły współczesnej. Trudno powiedzieć, czy w całości to robota średniowieczna, czy raczej współczesna odbudowa. Wszystkie fragmenty muru wymagają dokładnej inwentaryzacji – dopiero wtedy można ocenić zakres i formę renowacji.
Kontynuacja tematu w kolejnej notatce...
Źródła:
Longin Malicki - "Kociewska sztuka ludowa"
17.08.2015, 23:49
17.08.2015, 23:49
Etykiety:
architektura,
baszta,
Baszta Gdańska,
gotyk,
kanał,
kościół,
mury,
przedproża,
przestrzeń publiczna,
restauracja,
rewitalizacja,
rzeka,
stare miasto,
Stary Rynek,
Szewska,
Wierzyca
niedziela, 19 czerwca 2016
Trwała ruina - głos ws. odbudowy...
„Ruina to coś, co w świecie
inżynierów nie istnieje, to rzecz która uwłacza Naszej godności
zawodowej” – z Przemysławem Miłoniem, działaczem NZS-u,
inicjatorem Wampiriady oraz inżynierem budownictwa odpowiedzialnym
za prace przy odbudowie zamku w Bobolicach rozmawia Tomasz Kwiatek
08/05/2012
Przemku, jeśli chodzi o zamek w
Bobolicach, to była to odbudowa, czy raczej budowa, bo z tego co
wiem projekt jest dowolną twórczością architekta, gdyż nie ma
źródeł mówiących o tym, jak ten obiekt wyglądał w czasach
świetności?
Do odbudowy
zamku w Bobolicach powołany był zespół ekspertów z różnych
dziedzin. Zaczynając od archeologów, archiwistów czy
konstruktorów. Ja otrzymałem gotowy projekt zatwierdzony przez
powołane do tego instytucje i starałem się go zrealizować. Skutek
mojej pracy widać, więc nie mnie to oceniać.
Na czym polega rekonstrukcja?
A można trochę jaśniej?
Czy rekonstrukcją można nazwać
prace budowlane nad projektem, który nie powstał w oparciu o
źródła?
Zgodnie z definicją rekonstrukcja to
odtworzenie zniszczonego zabytku na podstawie zachowanych planów,
projektów, fotografii lub szkiców. Z wiedzy jaką posiadam jest to
rekonstrukcja ale jak wspomniałem na początku, nie leżało to
zakresie moich obowiązków.
O zamku w Bobolicach wiemy
tyle, że został wzniesiony z inicjatywy króla Kazimierza Wielkiego
lub księcia opolskiego Władysława w XIV w. Wiemy to z kroniki
Janka z Czarnkowa. W 1661 r. przestał pełnić funkcje mieszkalne i
od tego czasu zamieniał się w ruinę. Do naszych czasów zachowały
się mury do wysokości drugiego pietra. W 1928 r. te ruiny wpisano
do rejestru zabytków, jako ruiny. Tyle. To trochę nie pasuje to
tezy inwestora Laseckiego, że chodzi o to, aby pokazywać chwałę
Polski?
Proponuję stanąć pod murami 3 maja i
posłuchać co myślą o tym zwiedzający. Zdecydowana większość
jest pozytywnie zaskoczona. Ja widziałem na żywo dwa narożniki
jeden z ścianami a drugi to wysoki na 1,5 kondygnacji szpic. Tyle
zostanie w mojej pamięci i na zdjęciach. Obecny wygląd to zasługa
pracy wielu ludzi i każdy miał tutaj swój wkład bez zespołu
nadal widzielibyśmy to co 15 lat temu albo jeszcze mniej.
Zamek Bobolice - "trwała ruina"
Zamek Bobolice w 2011 r.
Jest jeszcze inny problem,
otóż zgodnie z doktryną konserwatorską jakakolwiek rekonstrukcja
nie powinna mieć miejsca, gdyż jakość zachowanych reliktów i
brak ikonografii, a zwłaszcza fakt uznania ich za trwałą ruinę,
nie pozwala na całościowe odtworzenie obiektu. Więc moim zdaniem
konserwator nie powinien zezwolić na odbudowę Bobolic, skoro w 1928
r. uznano je za trwałą ruinę.
A możesz mi wytłumaczyć co to jest
trwała ruina bo dla mnie to jest martwe pojęcie? Ruina to ruina i
najlepiej dać jej zniknąć tak jak wiele obiektów na Szlaku Orlich
Gniazd. Trwała ruina to taka piękna nowomowa, o której słyszę
wciąż od konserwatorów. Kiedyś nawet dostałem zalecenie od
wojewódzkiego konserwatora, aby zgodnie z doktryną na szczycie
dopiero co odbudowanych murów zasiać trawę bo to takie malownicze
(akurat tu nie chodziło o Zamek w Bobolicach). To co dla jednych
jest malownicze dla innych jest kuriozalne. Jeżeli coś odnawiasz,
odbudowujesz, rekonstruujesz to w jakimś konkretnym celu. Tutaj
celem jest odbudowa zamku, część uważa, że Senator Lasecki chce
zrobić na tym biznes. Znając koszty to gwarantuję, że ta
inwestycja nie zwróci się szybko a koszty utrzymania zamku są
olbrzymie. Proszę sobie wyobrazić ile może kosztować samo
ogrzewanie kamiennych murów. Aby tego dokonać niezbędne jest
zaplecze jakie aktualnie powstaje tj. karczma, stajnia etc.
Przykład pięknej trwałej ruiny to
m.in. Ogrodzieniec i Siewierz [w najbliższą sobotę historia
na NGO]. Ale przyznaj, że w przypadku Bobolic była to przede
wszystkim inwestycja biznesmena, teraz senatora PO, który owszem
włożył ogromne pieniądze, ale po to, aby je odzyskać… Świadczy
o tym chociażby infrastruktura, która idzie w ślad za odbudową…
Jeżeli tej infrastruktury nie będzie,
to będzie to ulubiona trwała ruina, tylko ruch może zapewnić
środki na utrzymanie inwestycji o tej skali. Tak jak wspomniałem
koszty zimowego utrzymania są olbrzymie, a brak ogrzewania w zimie
doprowadzi do zniszczenia wewnętrznych instalacji i zamiast cieszyć
się z pięknego obiektu trzeba będzie ponownie go remontować.
Jak dla mnie jest to ewidentne
nastawienie na biznes z popularnej u nas turystyki rycerskiej i
sentymentalnej. Z tego co wiem mają być też pola golfowe?
O tym nie słyszałem ale znając
rozmach Senatora jest to możliwe tylko dlaczego tak ma nie być?
Jeżeli ktoś inwestuje prywatne pieniądze, ma taki kaprys to
dlaczego nie. Warto zwrócić uwagę, że na każdym etapie
zatrudnieni są ludzie. Przynoszą oni do domu pieniądze, które
wprawiają w ruch całą gospodarkę. W tym rejonie trudno o
prywatnych inwestorów i każdy jest na wagę złota.
Powiem Ci tak prosto, po chłopsku.
Często bywam na Jutrze, to jedno z moich ulubionych miejsc w Polsce
i ze względu na niewielką odległość dostępne – dlatego po
ciężkim tygodniu pracy chcę się wyrwać od tego
wszechogarniającego kiczu i poprzebywać w ładnym miejscu w
otoczeniu zabytków i przyrody, która nie jest dodatkiem ale
uzupełnieniem. Do Karczmy mogę podjechać kilkanaście kilometrów
dalej nie muszę jej mieć pod zabytkiem. Teraz z całą tą obudową,
z tym kiczem Bobolice nie są już dla mnie takim miejscem, nie są
dla mnie nawet zabytkiem.
To Twoja opinia. Ja życzyłbym sobie
więcej takich realizacji i to nie tylko na Jurze ale wszędzie tam,
gdzie mamy do czynienia z czymś wartym odnotowania. Chciałbym
widzieć żyjące twierdze a nie tylko martwe miejsca. Dla jednych
ruiny w Ogrodzieńcu, Krzyżtopór są śliczne, ja chciałbym
widzieć ich ogrom w pełnej krasie. Oczyma wyobraźni widzę siebie
stojącego na murach i spoglądającego w dal przed siebie. Niestety
otwieram oczy i widzę coś, co grozi zawaleniem. Jako inżynier
budownictwa mający już genetycznie ukształtowaną chęć tworzenia
(mój prapradziadek budował linię kolejową do Sarajewa), a nie
utrzymywania czegoś w zastanym stanie. Polskie zamki, a już
szczególnie te na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, urzekły mnie od
pierwszego spojrzenia. Pamiętam Zlot Młodzieży w ramach
pielgrzymki Jana Pawła II i ruiny w Olsztynie, pewnej nocy zrobiono
tam pokaz światło i dźwięk wraz z pokazem ogni sztucznych. Wiele
lat później wziąłem tam swoją narzeczoną, aby pokazać je
podobne przedstawienie. Ruiny tak smutne za dnia były wesołe,
radosne, każdy kamień był rozświetlony i pokazywał swój blask.
Wtedy jeszcze uważałem, że takie obiekty należy zachowywać w
stanie w jakim są. I wcale mnie nie dziwiło, że każdy mógł
sobie wejść do środka, wejść na mury zabrać na pamiątkę
kawałek muru, to taki koloryt. Przecież zabranie małego kawałka
do domu to nic zdrożnego. A właśnie w ten sposób z każdym dniem
tego pięknego krajobrazu jest coraz mniej. Dopiero po latach dotarło
do mnie, że cały szlak jest czymś niezwykłym i niespotykanym w
Polsce. I zacząłem, żałować, że z tych niegdyś wspaniałych
murów zostało tak niewiele a w wielu przypadkach jedynie kupka
kamieni lub skały.
To czym według Ciebie jest zabytek?
Bo jeśli o mnie chodzi, to musi mieć historię i autentyzm. Mam
dość falsyfikatów, dlatego wydaję ciężkie pieniądze na
podróże, żeby zobaczyć zabytki.
I pewnie byłeś w Carcassone, piękna
twierdza ale mało kto zna jej historię chociaż jest łatwo
dostępna. W 1849 r. z twierdzy niewiele już zostało. Wtedy
podjęto decyzję, aby ją odbudować. Obecnie budzi zachwyt każdego
kto ją zobaczy. Ale może zbyt daleko się udałem wrócę do mojego
rodzinnego Krakowa. Za każdym razem jak wchodzę na Wawel nie mogę
odżałować dawnego budynku administracji austriackiej. Stoi takie
paskudztwo zupełnie nie pasujące do reszty na wprost wyjścia z
katedry i nie można tego ruszyć bo jest zabytkiem. Z Naszą
historią i kulturą nie ma nic wspólnego no chyba, że fakt
zniewolenia pod zaborami jest godny pochwały. Nawet przewodnicy
starają się go unikać ale niestety jest w samym środku i ciężko
go nie zauważyć. Należało go od razu po odzyskaniu niepodległości
w 1918 roku wyburzyć ale był to jedyny budynek w stanie nadającym
się do użytkowania reszta to była ruina. Na szczęście znalazło
się grono fachowców, którzy podjęli się próby odbudowy tego
ważnego dla każdego Polaka zabytku. Czy to jest odbudowa czy też
rekonstrukcja? Chciałbym przypomnieć, że ciągle trwają prace
budowlane, w czasie których tynk zastąpiono kiczowatą cegłą,
jedną z baszt przykryto dachówką zamiast zostawić przepiękny
taras widokowy, na środku podworca postawiono pomnik Jana Pawła II,
na dziedzińcu ułożono turecki wapień. Zmiany można wymieniać w
nieskończoność zmieniły one w sposób dość istotny charakter
Wawelu i wygląd ale nie na tyle żeby odebrać mu miano zabytku.
Osobiście, żałuję, że nie
zrealizowano przebudowy Wawelu zgodnie z koncepcją Stanisława
Wyspiańskiego i Władysława Ekielskiego. Wielki rozmach tego dzieła
budzi szacunek każdego kto widział makietę powstałą w oparciu o
szkice i rysunki: „Pochód królów na Wawel”,
Akropolis,http://www.muzeum.krakow.pl/Wawel-Akropolis.538.0.html
czy gdyby 100 lat temu Naród podjął
decyzję o realizacji tej śmiałej wizji dzisiaj mówiłbyś o
zniszczeniu zabytku jakim jest Wawel? Świat się zmienia, także
zabytki. Najlepszym przykładem jest odbudowa Zamku w Warszawie. Czy
ktoś odbiera mu miano zabytku, a przecież to zwykła replika
odbudowana po II wojnie światowej.
No wiesz, ja nie jestem specjalistą,
ale na mój prosty ekonomiczny rozum, to inną sprawą jest odbudowa
miast czy obiektów zniszczonych podczas wojny, a czym innym
odbudowywanie ruin chronionych prawnie jako trwała ruina…
Jest dokładnie tym samym. Czym się
różni powolny upadek obiektu od jego nagłego zniszczenia. Czym się
różni śmierć ludzi w ciągu długiego weekendu majowego od
katastrofy w Smoleńsku. Ludzi zginęło tyle samo tylko, że o
jednym się mówi, przeprowadza analizy rozwodzi, a nad drugim
przechodzi do porządku dziennego. Mówię to z całą stanowczością.
Osobiście uważam, że powolne niszczenie zabytków jest gorsze niż
jednorazowe zniszczenie. Polacy są Narodem lubującym się w
atrakcyjnościach, jak coś się dzieje złego potrafimy się
postarać, dać z siebie wszystko ale jak coś się dzieje powoli to
przymykamy oko. Tak nie można. A co mi z kupy gruzów chronionych
prawnie? Ruina to coś, co w świecie inżynierów nie istnieje, to
rzecz która uwłacza Naszej godności zawodowej. Nikt z Nas nie
chwali się „doprowadziłem do katastrofy budowlanej” za to każdy
mówi udało mi się wybudować to i to. Zresztą w starej mądrości
ludowej stoi, aby zostać mężczyzną trzeba wybudować dom.
Przysłowia są zwierciadłem duszy i widać jak na dłoni, że ruiną
to porażka, budowa to zwycięstwo.
Przemku, dotykamy tutaj już innej
kwestii – słabości naszego państwa jeśli chodzi o ochronę
zabytków. Nie myśl, że ja tego nie dostrzegam, że nie denerwuję
się widząc rozpadające się ruiny zabytkowych pałaców i dworów.
Ale to jest kwestia rozwiązań systemowych, dobrej konstrukcji prawa
i jego egzekwowania, stworzenia funduszu na zabytki etc. To musimy
naprawić! Mimo kulawego prawa są dobre przykłady, jak Gdynia, czy
Lublin, gdzie procent z podatku idzie na najcenniejsze zabytki…
Sprawa Bobolic jest inna, dla mnie to kaprys bogatego człowieka
przerobienia pięknych malowniczych ruin na nowy średniowieczny
zamek, który ma przynosić dochody po to, aby przerabiać inne
ruiny, które przyniosę kolejne dochody…
Mamy całkowicie inny punkt widzenia na
sprawę odbudowy zabytków ale cóż moją rolą jest przekonać, że
nie masz racji. Twoja rola jest udowodnić mi że się mylę.
Rozwiązania systemowe nie istnieją w Polsce wręcz przeciwnie.
Prowadzą do skrajnych patologii. Podać Ci mój ulubiony absurd?
Mieszkasz w zabytkowej kamienicy. Przez ostatnie 50 lat nie była
malowana klatka schodowa. Złuszczyła się ostatnia warstwa farby, w
wielu miejscach odpadł tynk, chcesz zlecić roboty, zapłacić i
cieszyć się odnowioną klatką, którą nie będziesz się bał
przejść. Nic z tych rzeczy, musisz zrobić badania tego, co było
wcześniej i co jest teraz, zlecić przygotowanie projektu
budowlanego, uzyskać pozwolenie na budowę, zatrudnić konserwatora
zabytków, pod którego nadzorem będą pracować ludzie którzy
tynkują i malują tysiące domów. Ale tutaj musisz użyć
odpowiednich materiałów, farbę kłaść w ten a nie inny sposób.
Jak się o tym dowiadujesz i zaczynasz liczyć, myślisz skąd wziąć
na to pieniądze i postanawiasz, że zrobisz to po swojemu. Przecież
nikt się nie dowie. Zlecasz prace i czekasz na końcowy efekt, a jak
przez przypadek wykonawcy odkryją coś cennego to każesz to skuć,
aby nie mieć problemów. Mój przyjaciel pracuje w jednym z
najcenniejszych muzeów w Polsce. Jest odpowiedzialny za realizację
remontów, przebudów. Wiele razy rozmawialiśmy na ten temat i nawet
muzealnicy nie przestrzegają prawa budowlanego. Sam stwierdził, że
gdyby przestrzegał, to kosztowałoby to 10 razy więcej, a często w
ogóle nie udałoby mu się nic zrobić. Kolejnym doskonałym
przykładem jak prawo chroni zabytki jest krakowski Kazimierz. Wiele
kamienic czeka na śmierć techniczną, aby można je w zgodzie z
prawem wyburzyć i postawić w ich miejscu nowoczesny obiekt. Nie
jestem od stanowienia prawa, powinienem go przestrzegać. Jednak na
studiach uczono mnie logicznego myślenia, a Nasze prawo nie jest
logiczne. Nakazuje inwestorom uzyskać wiele decyzji nie dając
niczego w zamian a wręcz rzucając kłody pod nogi. Przykład
Bobolic jest także świetnym przykładem. Opasłe tomiska
dokumentacji, wiele autorytetów w swojej branży pracowało nad
odbudową Bobolic. Jaki jest efekt każdy z Nas ma prawo teraz
ocenić. Niestety ze strony Państwa polskiego nie było pomocy
zarówno na etapie prac projektowych, wykonawstwa czy odbioru. Tylko
dzięki zawziętości inwestora oraz poświęconym środkom udało
się uzyskać ten efekt. Pewnie mogłoby to wyglądać lepiej ale z
pewnością mogło tego już nie być. Wystarczy porównać zdjęcia
sprzed 10 i 50 lat. Destrukcja murów była tak daleko posunięta, że
za 20 lat została by tylko kupa gruzów tak jak z wielu twierdz na
Szlaku Orlich Gniazd.
Ale wróćmy do odbudowy Bobolic.
Jak wyglądały prace przy obiekcie?
Prace trwały ponad 10 lat. Przy
odbudowie starano się używać materiałów oraz technologii
stosowanych przy jego budowie. Kamień, zaprawa, drewniane
rusztowania to wszystko miało pomóc wtopić się na nowo w
krajobraz tego miejsca. Pamiętam zresztą jak pewnego razu szedłem
drogą z Mirowa do Bobolic i własnym oczom nie mogłem uwierzyć jak
bardzo ten zamek przez lata się zmienił. Zobaczyłem zamek z moich
snów i marzeń. Taki jakim widzieli go żyjący setki lat temu –
zamek stojący na niedostępnej skale.
Co należało do Twoich obowiązków?
Realizacja projektu zgodnie z
zatwierdzonymi przez konserwatora i urzędy projektu budowlanego.
Jakich materiałów budowlanych
użyto?
Z najbliższej okolicy.
A jak wyglądała współpraca z
konserwatorem zabytków?
Tę znam tylko z przekazu ustnego ale
do miłych nie należała.
Inwestor, jest też właścicielem
pobliskich ruin w Mirowie. Czy jest już jakiś konkretny pomysł
odbudowy tych ruin?
Pomysł jest ale wciąż trwają prace
projektowe. Gdybym to ja był konserwatorem wojewódzkim zezwoliłbym
na odtworzenie tej twierdzy. Zresztą zezwoliłbym na odtwarzanie
wszystkich obiektów mających znaczenia historyczne. Nie lubię ruin
lubię jak coś żyje. Ostatnio byłem w pięknym skansenie w Tokarni
pod Kielcami. Drażnią mnie budowane z świeżego drewna chaty, do
których wykorzystuje się śladową ilość elementów wiekowych. A
robi to instytucja państwowa z Naszych tj. podatników pieniędzy.
Ale rozumiem sens i cenię przesłanie. Należy pokazywać jak wieś
wyglądała setki lat temu, jak pracowano, uczono się modlono.
Trójka moich dzieci miała świetną zabawę. Po raz kolejny
doświadczyłem ukłucia zazdrości. To jest jedno z nielicznych
miejsc w Polsce, gdzie do miana zabytków podnosi się młyny,
spichlerze, wiatraki, kieraty, kuźnie. Zabytki techniki przez
większość uważane są za dziwoląga i o ile stary samochód można
uznać za zabytek to lekką ręką pozbywamy się młynów,
wiatraków, burzymy stare mosty bo są zbyt słabe. Zbyt rzadko
stajemy na wysokości zadania jak w Poznaniu, gdzie stary most
przeniesiono i nadal służy ludziom. Nie powinno być tak, że coś
co przez lata dawało pracę tysiącom rodzin odchodzi w niebyt,
elementy na których się wychowaliśmy, które znamy, dobrze się z
nimi czujemy przestają istnieć. Należy znajdować nowe funkcje dla
starych rzeczy. Swego czasu będąc na Pomorzu z radością widziałem
stary trakt kolejki wąskotorowej przerobiony na ścieżkę rowerową.
I chociaż szkoda, że szyny znikły, że żaden pociąg już tamtędy
nie pojedzie z drugiej strony cieszę się, że zostały mosty,
wiadukty po których teraz mogą jeździć rowerzyści. Zwróćmy
uwagę ile samorządów rozbiera te kolejki nie dając nic w zamian.
W Jędrzejowie jest wąskotorowa kolejka, można nią pojechać do
Pińczowa i z okien wagonów zwiedzić piękny kawał Ponidzia.
Niestety mimo olbrzymiego zaangażowania osób prywatnych linia
kolejowa powoli chyli się ku upadkowi, prędkość ruchu nie
przekracza 20 km/h a jazda kolebiącą się kolejką czasami budzi
niepokój, jednak należy wspierać te inicjatywy bo powodują one
konsolidację lokalnego środowiska a także pokazują z całkiem
innej strony świat jaki odchodzi w przeszłość. A szkoda sami nie
wiemy jak dużo tracimy.
Nie jest aż tak źle. U nas na
Opolszczyźnie mamy most wiszący z XIX w., który ma szansę zostać
pomnikiem historii. Ale wróćmy do tematu. Ostatnio jak byłem
w Mirowie, to widziałem, że na działce nieopodal ruin zamku stoi
już ogrodzenie, co to będzie za inwestycja?
Nie wiem, nie współpracuję z
Senatorem Laseckim od półtorej roku.
Całość:
http://www.ngopole.pl/2012/05/08/„ruina-to-cos-co-w-swiecie-inzynierow-nie-istnieje-to-rzecz-ktora-uwlacza-naszej-godnosci-zawodowej-z-przemyslawem-miloniem-dzialaczem-nzs-u-inicjatorem-wampiriady-oraz/
niedziela, 10 stycznia 2016
Autostrada zamieniona w fosę
Przykład rewitalizacji na wielką skalę w holenderskim mieście Utrecht.
Kiedy odbudowa starogardzkich murów?
Przez ponad 40 lat zachodnią część
starego miasta w holenderskim Utrechcie przecinała bezsensowna
autostrada znikąd donikąd, która miejscami miała 12 pasów ruchu,
ale można ją było przejechać w kilka minut. To się zmienia.
Beton zastępuje fosa, która przebiegała w tym miejscu przez kilka
wcześniejszych stuleci.
– Pracuję w tym zawodzie od
dwudziestu lat, ale coś takiego widziałem po raz pierwszy – mówił
serwisowi AD.nl w połowie grudnia Robs Hurks, główny inżynier,
gdy po raz pierwszy od kilku dekad zachodnie mury starego miasta
otuliła woda. – Przez ostatnie 3,5 roku nasza pracę śledzili
mieszkańcy, głównie starsi, ale też studenci. Wszyscy nam
kibicowali – dodawał.
Beton zamiast wody
W połowie XII w. Utrecht uzyskał prawa miejskie, został otoczony murami i fosą. W XIX w. mury straciły na znaczeniu, za to sama fosa zyskała, jako droga zaopatrzeniowa, szczególnie w północno–zachodniej części, gdzie ulokowały się magazyny sklepy i zakłady przemysłowe. W kolejnym stuleciu ta rola była jednak coraz mniejsza. W Utrechcie, jak zresztą w całej Europie Zachodniej i w USA, rozbudowywano drogi, ufając, że najlepszym rozwiązaniem transportowym jest podporządkowanie miasta samochodom.
„W tamtych latach Ameryka byłą dla nas wzorem. Byliśmy w nią zapatrzeni. Każdy chciał mieć samochód, a samochód potrzebował miejsca” – tłumaczył w rozmowie z holenderskimi mediami Hans Buiter, historyk z Utrechtu, który napisał książkę o metamorfozie miasta w latach 50-tych i 60-tych.
Nie dziwi więc, że w połowie lat 50-tych w całej Holandii nieużywane kanały zasypywano i budowano w ich miejscu drogi. Tak stało się m.in. z licznymi kanałami w Amsterdamie. W Utrechcie rada miejska, zapatrzona w amerykańskie miasta, przyjęła pomysł niemieckiego architekta Maxa Feuchtingera, by całą fosę zastąpić czteropasmową drogą. Projekt zrealizowano tylko częściowo, bo napotkał na opór mieszkańców, a w połowie lat 60-tych minister kultury Marga Klompe (pierwsza kobieta na stanowisku ministra w historii Holandii), wciągnęła wschodnią i południową część fosy na listę zabytków. Ale część północno–zachodnia i zachodnia przebiegała przez dzielnicę przemysłową, uznano ją więc za mniej wartościową. W latach 1968–73, etapami przekształcono ją w autostradę. W najszerszym miejscu – 12-pasmową.
Znikąd donikąd
Catharijnesingel, była szerokim, dla samochodów niezwykle wygodnym i… kompletnie bezużytecznym korytarzem transportowym. Ponieważ nie łączyła niczego z niczym, nigdy nie była zatłoczona. Bezsens inwestycji dostrzeżono już krótko po otwarciu, gdy w Utrechcie zawiązała się grupa lobbująca na rzecz przywrócenia fosy. Ale dopiero pod koniec lat 80-tych radni zaczęli na poważnie rozważać taki pomysł. Dekadę później podjęto decyzję o wybudowaniu fosy z powrotem.

Catharijensingel w miejscu jeszcze nieprzekształconym w fosę, fot. Luctor, domena publiczna
Autostrada w środku miasta kompletnie nie pasowała do zmian jakie zachodziły w kwestii tego, jak miasto ma wyglądać i komu służyć. Holandia jest pionierem jeśli chodzi o przekształcanie dróg z miejsca przeznaczonego wyłącznie dla aut, w miejsce dla różnych środków transportu – komunikacji publicznej, rowerów, a także pieszych. Do większości centrów holenderskich miast samochody nie mają dostępu. Utrecht nie jest wyjątkiem. Wyróżniał się jednak niespecjalnie używanym, pasem betonu.
Woda zamiast betonu
Pilotażowo, w 2002 r., fosę przywrócono w północnym, niewielkim fragmencie, w którym nie było drogi a jedynie parking. W 2010 r. zamknięto pozostały odcinek Catarijnesingel i rozpoczęto prace związaną nie tylko z wykopaniem fosy, co pozwoliło m.in. na odsłonięcie zabytkowych murów miejskich, ale też budową mostów i dojazdów do mieszczących się w centrum parkingów podziemnych.
Beton zamiast wody
W połowie XII w. Utrecht uzyskał prawa miejskie, został otoczony murami i fosą. W XIX w. mury straciły na znaczeniu, za to sama fosa zyskała, jako droga zaopatrzeniowa, szczególnie w północno–zachodniej części, gdzie ulokowały się magazyny sklepy i zakłady przemysłowe. W kolejnym stuleciu ta rola była jednak coraz mniejsza. W Utrechcie, jak zresztą w całej Europie Zachodniej i w USA, rozbudowywano drogi, ufając, że najlepszym rozwiązaniem transportowym jest podporządkowanie miasta samochodom.
„W tamtych latach Ameryka byłą dla nas wzorem. Byliśmy w nią zapatrzeni. Każdy chciał mieć samochód, a samochód potrzebował miejsca” – tłumaczył w rozmowie z holenderskimi mediami Hans Buiter, historyk z Utrechtu, który napisał książkę o metamorfozie miasta w latach 50-tych i 60-tych.
Nie dziwi więc, że w połowie lat 50-tych w całej Holandii nieużywane kanały zasypywano i budowano w ich miejscu drogi. Tak stało się m.in. z licznymi kanałami w Amsterdamie. W Utrechcie rada miejska, zapatrzona w amerykańskie miasta, przyjęła pomysł niemieckiego architekta Maxa Feuchtingera, by całą fosę zastąpić czteropasmową drogą. Projekt zrealizowano tylko częściowo, bo napotkał na opór mieszkańców, a w połowie lat 60-tych minister kultury Marga Klompe (pierwsza kobieta na stanowisku ministra w historii Holandii), wciągnęła wschodnią i południową część fosy na listę zabytków. Ale część północno–zachodnia i zachodnia przebiegała przez dzielnicę przemysłową, uznano ją więc za mniej wartościową. W latach 1968–73, etapami przekształcono ją w autostradę. W najszerszym miejscu – 12-pasmową.
Znikąd donikąd
Catharijnesingel, była szerokim, dla samochodów niezwykle wygodnym i… kompletnie bezużytecznym korytarzem transportowym. Ponieważ nie łączyła niczego z niczym, nigdy nie była zatłoczona. Bezsens inwestycji dostrzeżono już krótko po otwarciu, gdy w Utrechcie zawiązała się grupa lobbująca na rzecz przywrócenia fosy. Ale dopiero pod koniec lat 80-tych radni zaczęli na poważnie rozważać taki pomysł. Dekadę później podjęto decyzję o wybudowaniu fosy z powrotem.
Catharijensingel w miejscu jeszcze nieprzekształconym w fosę, fot. Luctor, domena publiczna
Autostrada w środku miasta kompletnie nie pasowała do zmian jakie zachodziły w kwestii tego, jak miasto ma wyglądać i komu służyć. Holandia jest pionierem jeśli chodzi o przekształcanie dróg z miejsca przeznaczonego wyłącznie dla aut, w miejsce dla różnych środków transportu – komunikacji publicznej, rowerów, a także pieszych. Do większości centrów holenderskich miast samochody nie mają dostępu. Utrecht nie jest wyjątkiem. Wyróżniał się jednak niespecjalnie używanym, pasem betonu.
Woda zamiast betonu
Pilotażowo, w 2002 r., fosę przywrócono w północnym, niewielkim fragmencie, w którym nie było drogi a jedynie parking. W 2010 r. zamknięto pozostały odcinek Catarijnesingel i rozpoczęto prace związaną nie tylko z wykopaniem fosy, co pozwoliło m.in. na odsłonięcie zabytkowych murów miejskich, ale też budową mostów i dojazdów do mieszczących się w centrum parkingów podziemnych.
Przed i po - z projektu wykonawcy przebudowy CU2030, źródło: CU2030.nl
16 grudnia, szeroki na 30 metrów kanał ponownie wypełniła woda. Dwa dni później został otwarty. Do zrewitalizowania pozostał jeszcze jeden, wschodni fragment fosy. Na razie miasto nie ma na to pieniędzy, ale prawdopodobnie prace zostaną wykonane w ciągu kilku najbliższych lat. Część infrastruktury zresztą już jest, m.in. jeden z mostów na tym odcinku, który, na cześć wspomnianej pani minister, zyskał nazwę Marga Klompenbrug.
Przykład Utrechtu bardzo przypomina jeden z najbardziej efektownych przykładów rewitalizacji miasta, jakiego jakiś czas temu dokonano w Seulu. Tam szeroką miejską autostradę zamieniono w rzekę. Historia była bliźniacza. Najpierw płynącą przez miasto rzekę wysuszono i zamieniono w autostradę, by po kilkudziesięciu latach postąpić odwrotnie. Efekty przerosły najśmielsze oczekiwania. Ceny domów w okolicy poszły w górę, mieszkańcy miasta zakochali się w nowym parku w środku lasu wieżowców, w dodatku średnia temperatura w okolicy zauważalnie spadła.
W przypadku Utrechtu znamienne jest, że w latach 60-tych budowę autostrady przeprowadzano pod hasłem rewitalizacji okolic miejskiego dworca. Dziś przywrócenie fosy to… również rewitalizacja okolic dworca, który jest od kilku lat przebudowywany. To wskazuje, jak bardzo zmienia się myślenie o mieście.
Fosa w Utrechcie
Inne zdjęcia z Utrecht.
Dawniej....
Współcześnie...
Źródło:
http://www.transport-publiczny.pl/wiadomosci/utrecht-autostrada-zamieniona-w-fose-51080.html
Subskrybuj:
Posty (Atom)





































